AMERYKA POŁUDNIOWA

Stosunki brazylijsko-paragwajskie

Pin
+1
Send
Share
Send

Z mojego raportu na temat podróży do Brazylii, Gujany, Paragwaju i innych, styczeń-luty 2010 r. Pełny raport opublikowano na stronie internetowej http://forum.awd.ru/viewtopic.php?t=89900

Wróciłem z innej podróży. Tym razem odwiedziłem Amerykę Południową, a raczej Brazylię, wszystkie trzy Gujany (francuski, Surinam i Gujana), Paragwaj i trochę w Argentynie. W sumie spędził miesiąc (od 19 stycznia do 19 lutego 2010 r.), Przejechał 12 000 km drogą lądową i wodną, ​​spędzając 240 godzin i 1200 USD na tych ruchach.

. Jadę taksówką do policji. Otwiera się tylko o 8 rano (i tylko w dni powszednie!), Ale na razie idę do kawiarni. Nic nie jest lepsze niż kawa brazylijska. I nie ma nic lepszego niż brazylijskie ciasta. O 8 rano włożyłem do paszportu znaczek o wyjeździe z Brazylii i idę w kierunku przejścia. Po drodze widzę lokalne muzeum lokalnej wiedzy, wchodzę do środka. Ciekawe A toaleta jest tam dobra. Wychodzę, idę dalej. Przechodzę obok obelisku Brazylia zaczyna się stąd. Wsiadam do łodzi. Rzeka nie jest szeroka, ale dopłynięcie do Francji, a raczej do Gujany Francuskiej, miasta Saint Georges, zajmuje 20 minut.

Gujana Francuska

Wychodzę z łodzi i znajduję się w typowym francuskim miasteczku: przytulnym, czystym. Idę na parking minibusów, do Cayenne (Cayenne, 200 km) 40 euro i tylko wtedy, gdy wszystkie miejsca są zajęte. Dobra, powiem, zobaczmy, najpierw muszę po przybyciu stemplować w paszporcie. Departament policji po drugiej stronie miasta, około kilometra, przybywam, mój paszport jest sprawdzany z prawdziwym zainteresowaniem, nałożona jest pieczęć Guyane. Chyba po co znów ciągnąć się do centrum, spróbuję autostopem, zwłaszcza że jestem praktycznie przy wyjeździe z miasta. Stoję przez około 15 minut, wszyscy mijają, że wkrótce się wyłączą. Nagle van Peugeot zatrzymuje się, a kierowca pyta, czy moje dokumenty są w porządku. Zapewniam cię, że wszystko jest w porządku, a potem proponuje zabranie mnie do Cayenne za 20 euro. Wrzucam walizkę do furgonetki na kilka toreb, siadam. Widzę, że mi nie ufa, pokazuję paszport stemplem wjazdowym, uspokaja się. Okazuje się, że z tej drogi korzystają głównie nielegalni imigranci i handlarze narkotyków i na pewno sprawdzą dokumenty po drodze.

Mówimy o tym na ten temat. Trudno mi powiedzieć, w jakim języku, ponieważ moja towarzyszka, ciemnoskóra kobieta w wieku około czterdziestki, urodziła się i wychowała w Brazylii, ale teraz otrzymała obywatelstwo francuskie, z którego jest bardzo dumna i mieszka w Cayenne. A teraz została poproszona o pilne przyniesienie jakiegoś ładunku z Fortalezy (w Brazylii), aby jechała całą drogę bez zatrzymywania się, a po dniu spędzonym na promie z Belem również przez prawie dzień bez odpoczynku. Po drodze zasnęła, oblała się zimną wodą i poprosiła, żebym pojechał na jej miejsce. A droga jest nieskazitelną nową autostradą, przez 60 km do posterunku w Reginie nie widziałem żadnego nadjeżdżającego samochodu. Następnie policja sprawdziła nasze dokumenty, zajrzała do samochodu i życzyła im szczęśliwej podróży. Cała droga wiedzie przez trzypiętrową dżunglę o nieopisanym pięknie. Przy wjeździe do stolicy kierowca przeprosił i powiedział, że spóźnimy się na chwilę, że musi rozładować ładunek na lotnisku. Przyjechaliśmy, wszystko było zamknięte. Włączyli radio: okazało się, że w tym dniu Cayenne odwiedził Minister Edukacji Francji, w związku z czym cały kraj nie działał. Ponadto wszystkie centralne place i drogi prowadzące do Cayenne są zablokowane. Kobieta zmieniła twarz i zaczęła gdzieś dzwonić, a następnie powiedziała: cóż, nasza portugalska diaspora nam pomoże.

Jechaliśmy trochę, zaczyna się zatory. Zatrzymujemy się. Nagle podjeżdża do nas mały czarny samochód, a jego kierowca prosi o pójście za nim. Przed jego samochodem zwinięte sznury, ciężarówki blokują ruch, jedziemy przez trawniki, a po chwili znajdujemy się przed elegancką willą. Bramy otwierają się, wchodzimy na dziedziniec, torby są natychmiast rozładowywane i wychodzimy. Co było w tych torbach, dlaczego trzeba je było przetransportować z Brazylii do Cayenne, aby wysłać je samolotem, oczywiście nie zapytałem.

Poprosiłem o zabranie mnie do niedrogiego hotelu, ale wszystko na świecie jest względne i okazało się, że najtańszy hotel w mieście kosztuje 43 euro. Z bardzo prymitywną obsługą i bez śniadania. Ogólnie rzecz biorąc, wszystkie ceny w mieście wcale nie są turystami. Menu jest wyświetlane w oknie każdej restauracji: porcje zaczynają się od 25 euro. Prawie nie znalazłem kawiarni Lao, gdzie przygotowali dużą kanapkę za 6,5 ​​euro. Ale Lao, ponieważ wielu Laotańczyków, a także Wietnamczyków i innych mieszkańców byłych francuskich kolonii uciekających przed represjami, zostało przywiezionych do kraju w tym samym czasie. Ponadto w tym kraju mieszka wielu imigrantów z wysp karaibskich, Hindusów i Chińczyków.

Miasto jest małe, można się poruszać w pół godziny. Ładne budynki dwa wieki temu. Centralny hotel został odgrodzony przez policję, uhonorowano tam ministra. Wokół hotelu grupy taneczne przedstawiały coś pseudo-folkowego. Padało, mimo to dwukrotnie chodziłem po mieście, ale potem się nudziłem i wróciłem do hotelu.

Następnego ranka wylał się z wiadra bez najmniejszego śladu końca tej powodzi. Początkowo planowałem odwiedzić wyspy, na których uwięziono Dreyfusa i Papillona, ​​ale jakoś nie chciałem gdzieś popływać, a potem wspiąć się na górę pod takim prysznicem. Planowano również odwiedzić kosmodrom w Kourou, ale można to było zrobić tylko w dzień powszedni, a był to sobotni poranek. Wędrówki gdzieś w mokrej dżungli również nie sprawiały wiele radości. Dlatego podjęto zdecydowaną decyzję: przejdź do Surinamu. Dwa minibusy, 35 euro, 4 godziny, 300 km, a oto jestem w Saint Laurent du Maroni. W sobotę wszystko jest zamknięte, w tym wszystkie restauracje, a te, które są otwarte, zastraszają ich ceny. Ale z doświadczenia w Grenoble znajduję chińską restaurację, w której dostaję rozsądne chińskie jedzenie za bardzo rozsądną cenę. Komplement wykonany przeze mnie po chińsku, właściciel tej instytucji, przyniósł mi podziękowania w prezencie i ogromne jabłko.

Przeprawa przez rzekę Maroni może odbyć się promem (ale nie w sobotę) lub motorówką. Rzeka nie jest mała, ma cztery kilometry szerokości, z namacalnymi falami (może to jest zatoka?). Ogromna liczba żeglarzy rzuca się na ciebie na molo, które obiecują, że podwiozą cię za pierwsze 5 euro do terminalu promowego, gdzie znajduje się francuska usługa emigracyjna, a następnie do wioski Albina w Surinamie, i znowu nie do samej wioski, ale do miejsca, do którego dociera prom i gdzie jest centrum emigracyjne Surinamu. Łodzie są całkiem martwe, ale nie ma wyboru. Krótko mówiąc, kiedy moja łódź była na środku rzeki Maroni, silnik zgasł, łódź natychmiast zawróciła wzdłuż fal i zaczęła się przelewać wodą. Cóż, myślę, że teraz będę miał świetną okazję, aby dowiedzieć się, czy jest to rzeka, czy zatoka: jeśli krokodyl mnie zjada, oznacza to inną rzekę, a jeśli rekin, to już jest zatoka. Ale po około dziesięciu minutach silnik nadal się uruchamiał i nadal nie mogłem sprawdzić.

Surinam

Surinam jest dość dziwnym stanem. Opiera się na czarnych niewolnikach, kiedyś sprowadzonych z Afryki i rozcieńczonych przez lokalne plemiona, Indian i Chińczyków. Istnieje kilka języków urzędowych, ale przeważnie ludność mówi po Surinamie (powiedz = rozmawiaj), która jest oparta na języku holenderskim i angielskim, ale absolutnie mnie nie słyszy, chociaż wielu rozumie mój angielski. Walutą jest dolar surinamski, ale wiele cen (na przykład hoteli) jest podanych w euro (4 SRD = 1 euro), więc nie spiesz się, aby zmienić wiele pieniędzy na raz. Na monecie w jednym dolinie surinamskiej liczba 100 jest zapisana, aby, jak mi powiedziano, nie mylić z monetą jednego centa. Surinam był wcześniej nazywany Gujaną Holenderską i uzyskał niepodległość w połowie lat 70. XX wieku, po czym natychmiast rozpoczął krwawą wojnę domową. Wszędzie wystają pomniki Che Guevary i pomniki żołnierzy z brązu z czerwonymi sztandarami. Kraj wcale nie jest biedny, z dużą ilością minerałów, ale ludzie najwyraźniej nie lubią szczególnie pracować, a liczba nieodpowiednich osobowości jest poza skalą.

Prawie każdy potrzebuje wizy do kraju, w tym do Francji. Z jakiegoś powodu wyjątkiem są obywatele Brazylii, Japonii i Izraela, co zaskoczyło funkcjonariusza straży granicznej, który sprawdził mój paszport. Kilka razy sprawdzał grube książki, dzwonił przez telefon, a następnie uroczyście oznajmił, że jestem pierwszym Izraelczykiem, który przekroczył granicę w Albinie i klepnął mnie pieczęcią przybycia ozdobioną liniowcem oceanicznym (było to po tym, jak prawie przewróciłem się w nieszczęśliwej łodzi) .

Krótko przed świętami Bożego Narodzenia, czyli półtora miesiąca przed przekroczeniem granicy surinamskiej, w Albinie nastąpił pogrom wszystkich cudzoziemców. Przedstawiam informacje zebrane z Internetu i historie mieszkańców Surinamu w rozmowach osobistych. W Albinie jest pewna ilość floty brazylijskiej, a jeden z brazylijskich szyperów obraził lokalnego żeglarza. I muszę wam powiedzieć, że podstawą populacji Albiny jest jakieś szczególnie czarne i szczególnie agresywne plemię afrykańskie. Krótko mówiąc, krewni i przyjaciele obrażonych złapali wszystkich Brazylijczyków i lekko pocięli ich maczetami. W tym samym czasie podpalili hotele, w których mieszkała reszta cudzoziemców, i splądrowali chińskie sklepy. Chińczycy uciekli do dżungli, rząd wysłał wszystkich cudzoziemców do stolicy kraju, Paramaribo. Od ran rannych zmarło 7 lub 8 osób. Ale teraz wszystko się tam uspokoiło. Nawet supermarket Chao Hui jest otwarty i rozkwita.

Z Albiny do stolicy kursuje zwykły autobus, ale się spóźniłem i wsiadłem do minibusa (15 euro). Droga jest asfaltowa, ale całkowicie zepsuta. Początkowo pierwsze 40 kilometrów to dziewicze trzypiętrowe dżungle wyrastające z mokradeł, a potem zaczynają się liczne wioski, a droga pokryta jest niesamowitą ilością lochów (progi zwalniające). Zadziwia liczba meczetów i indyjskich świątyń. Dżunglę stopniowo zastępuje sawanna, krowy pasą się wszędzie. Ogromny most - a oto jesteśmy w Paramaribo.

Poprosiłem o zabranie do centrum miasta i rzeczywiście wysadzono mnie na jednym z dworców autobusowych w pobliżu rynku centralnego. To także centrum, ale nie ceremonialne, nie znajdujące się na liście światowego dziedzictwa. Jak zawsze mżawka, zobaczyłem piękny budynek z napisem Hotel and Casino i poszedłem tam. Myślę, że byłem tam jedynym gościem. Po Gujanie Francuskiej cena 29 euro wydawała się skromna.

Potem poszedłem na spacer, ale miasto wieczorem, a raczej jego dzielnica przy rynku centralnym, było w 99% pełne zupełnie nieadekwatnych osobowości, wśród których czułem się trochę nieswojo. Jedyna odpowiednia osoba przyszła do mnie po angielsku z propozycją dziewczyny. Słysząc moją odmowę, osoba zasugerowała chłopca, a druga odmowa uraziła go i powiedziała, że ​​w tym przypadku prawdopodobnie byłbym pedofilem lub bestialstwem, ale ona nie służy takim klientom i generalnie odejdę stąd, co pośpieszyłem.

Wieczorny spacer nie działał. Dlatego bardzo wcześnie wstałem, aby zobaczyć inne miasto, „Paramaribo - miasto porannego świtu”. Śniadanie było bardzo oryginalne śniadanie składające się z kawy i banana. Co ciekawe, to jest specyfika tego hotelu lub wszystkich lokalnych hoteli w ogóle? Z rana nadszedł ranek. Nadal mżyło. Ale nie było już nieodpowiednich osobowości. I ogólnie, nikogo nie było nigdzie przy okazji niedzieli. Wszystko, absolutnie wszystko było zamknięte. Oprócz niektórych świątyń, gdzie okresowo chodziłem trochę wyschnąć. A potem skończył się deszcz, a potem go zobaczyłem. „Paramaribo - miasto porannego świtu, porannego świtu, Paramaribo szybuje w mgiełce słońca”. Panowie, są miasta, które pozostają w pamięci na zawsze. Luang Prabang, Erzurum i Avignon były i pozostały takimi miastami. Teraz dodano do nich Paramaribo lub Parbo, jak czule nazywają to miejscowi.

Jeśli zapytasz mnie, co jest takiego specjalnego w tym mieście, nie wiem, co odpowiedzieć. Ale to miasto, zbudowane z białych drewnianych domów, jest niezwykle atrakcyjne. Powiedziałem już, że znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Ale wszystko to należy postrzegać w rzeczywistości.

A potem znowu zaczęło padać i wsiadłem do małego autobusu, który zabrał mnie wieczorem do miasta Nieuw Nickerie, które znajduje się na zachodnim krańcu Surinamu. Krajobraz zmienił się ponownie, sawanna zmieniła się w łąki, wiem, jak to jest po rosyjsku, step, prawdopodobnie porośnięty gęstą trawą, zablokowany przez liczne kanały. Wszędzie krowy, wiele krów. Możesz wziąć do Holandii, tylko palmy przeszkadzają. Po drodze sprzedawali owoce, ale w marynowanej formie, jakoś nie w moim guście.

W pierwszym skromnym hotelu, położonym w pobliżu dworca autobusowego małego miasteczka na obrzeżach kraju, ceny wahały się od 110 do 150 euro za singiel. Byłem lekko urażony, przeszedłem 200 metrów i zobaczyłem napis trzech linii

Wszedł na końcu dużej sali, oddzielony kratą, znudzony Chińczyk. 40 dolarów, powiedział. Surinamski, zapytałem? Tak, odpowiedział i depozyt w wysokości 10 USD za klucz. Przypominam czytelnikowi, że 40 SRD = 10Euro. Czy mogę jeść Możesz też 10 dolarów. Muszę powiedzieć, że ten dialog był prowadzony po chińsku i przy pomocy kalkulatora, ponieważ nie zrozumiałem ani jednego słowa z jego języka surinamskiego, a on nie zrozumiał ani jednego słowa z mojego angielskiego. Krótko mówiąc, wsunął klucz do pokoju przez bary, a po około 10 minutach talerz klasycznego chińskiego jedzenia.

We wszystkich przewodnikach jest napisane, że New Nickerie jest nudnym, zakurzonym i nieciekawym miastem. Znalazłem w nim niesamowity zakątek: niedaleko rynku, za ostatnim domem, nad brzegiem zatoki. Jest coś w rodzaju altany, możesz usiąść i popatrzeć na rybę wygrzebaną w wodzie. Tam rozmawiałem (po angielsku!) Z facetem, który powiedział mi wiele o Surinamie i jego mieszkańcach, w tym o szczegółach masakry w Albinie.

A potem wróciłem do hotelu, gdzie bar był już pełen lokalnych pijaków, bezinteresownie ryczących piosenek. Patrzyli na mnie ze zdziwieniem, ale nosili wszelką agresję.

O ósmej rano byłem już na dworcu autobusowym, aby złapać minibus do przeprawy South Drain, 40 km na południe, nad brzegiem rzeki Corentyne, skąd raz dziennie o godzinie 11 rano (nie codziennie) prom odpływa do Gujany, i Przeprawa jest dozwolona tylko na tym promie. Przewodniki wskazują, że podróż z Niuew Nikerie do South Drain zajmuje półtorej godziny, ale droga jest obecnie utwardzona asfaltem i trwa maksymalnie pół godziny. Jednak minibus, prowadzony przez Hindusów, nadal odjeżdża o 8 rano, zabiera wszystkich swoich krewnych do domu, a następnie zbiera nowych krewnych, doprowadza ich do automatycznego zatrzymania, a więc dwa razy, i dopiero wtedy odjeżdża właściwą drogą, ale wciąż przybywa miejsce docelowe na długo przed wylotem. Cena emisyjna 25 SRD. Bilet promowy - kolejne 18 SRD. Tam możesz wymienić pozostałe dolary Surinamu na dolary Gujany, co zrobiłem.

Gujana

Corentyn - rzeka wcale nie jest mała. Od wybrzeża do wybrzeża statek zajmuje pół godziny, omijając liczne wyspy. Fajnie! Na pokładzie rozpowszechniają trzy profile, które należy wypełnić. Przewożonych jest łącznie 30 osób i pięć samochodów. Nie jest gruby. Stawszy długą i wolną linię do straży granicznej w Gujanie, poszedłem na plac, gdzie na pasażerów czekało kilka minibusów i mini-jeepów, takich jak Buggy. Opłata za przejazd minibusem do Georgetown wynosi 2500 dolarów Gujany (12,5 USD, ponieważ za jednego dolara amerykańskiego można dostać 200 Gujany).

W przeciwieństwie do Surinamu i Gujany Francuskiej przybrzeżne terytorium Gujany jest gęsto zaludnione, z bardzo ładnymi rezydencjami, jednak podobnie jak w Surinamie meczety i indyjskie świątynie są stale wszędzie, być może więcej meczetów.Krajobraz jest sawanną, krowy pasą się wszędzie, ale nie na ogrodzonym polu, ale bezpośrednio na autostradzie. Minibus manewruje między krowami, okrążając każdą z nich od tyłu. Co te zwierzęta znajdują na asfaltowej autostradzie? Jedziemy bardzo długim, nowym (pontonowym) mostem. Wszystkie raporty zawierały prom. Im bliżej stolicy, tym biedniejsze stają się domy i bardziej brudne pobocza dróg. Wejście do miasta cechują łuszczące się budynki fabryczne i chwiejne chaty.

Nawet wsiadając do minibusa, kierowca zapytał, gdzie dokładnie potrzebuję. We wszystkich przewodnikach jest napisane, że zawsze będziesz zabrany na miejsce, ponieważ przemieszczanie się po mieście na własną rękę, szczególnie z walizką, jest niebezpieczne. Wybór w LP był niewielki: albo coś bardzo drogiego, a nie w centrum miasta, albo kilka pensjonatów w centrum, z których jeden (Dom Eeny) wybrałem. Dwupiętrowy drewniany dom, otoczony niektórymi magazynami i szopami, bez klimatyzacji, bez ciepłej wody, 27,5 USD, z ciągle pijanym muzułmańskim właścicielem, który nie zawahał się oderwać ode mnie kolejnych 10 USD na późne zamówienie następnego dnia. Ale w samym centrum.

Georgetown (Georgetown) zdecydowanie zajmuje jedno z pierwszych miejsc na poziomie przestępczym. Wszystkie domy są wyposażone w trwałe kratki. Przy wejściu do mniej lub bardziej dużych sklepów jest ochrona. W małych sklepach sprzedawca i towary są często oddzielone od kupującego grillem. Ale ogólnie rzecz biorąc, w ciągu dnia nie widziałem nic specjalnego. Cóż, dużo żebraków, więc co? Wszyscy są radośni, przyjaźni, uśmiechnięci. W kilku miejscach, w których przewodniki nie zalecają wtrącania się, nie wtrącałem się. Mijany na przykład przez ogród miejski. LP mówi: nie wchodź! Podszedł, zobaczył grupę bezdomnych, kontynuował. Szkoda, że ​​ogród był kiedyś piękny. Ogólnie miasto było kiedyś perłą Gujany Brytyjskiej. Szerokie aleje otoczone kanałami. Z czasem kanały te zamieniły się w rynny, a szkoda. Płyną wzdłuż każdej ulicy, na wpół przykryte, ale z wieloma otwartymi miejscami, gdzie prawie wpadłem kilka razy. Cóż, nie zawsze zauważasz dziurę w chodniku. I pachną. Na przykład po prostu uciekłem z jednej kawiarni, ponieważ w pewnej chwili bryza wiała od strony rowu. Nawiasem mówiąc, o kawiarni. Prawie nigdzie ich nie ma, a praktycznie nie ma gdzie jeść. Zwracam uwagę na centrum handlowe w centrum miasta i kilka brudnych edalen w okolicy portu, w pobliżu poczty. Nigdzie indziej nie ma co jeść! Tam można kupić pamiątki w kilku sklepach.

Na każdym rogu jest napis internetowy. Ale to nie jest dokładnie Internet, ale budki telefoniczne korzystające z Internetu. Istnieje również kafejka internetowa, ale rzadko. Nawiasem mówiąc, w jednym z tych dwóch dni, które spędziłem w Georgetown, w mieście nie było prądu (lokalne generatory brzęczały) ani telefonu. Z tej okazji jedno z dwóch muzeów (Muzeum Gujany) zostało zamknięte, a drugie (antropologiczne), do którego poszedłem, okazało się raczej nudne.

Architektura jest bardzo interesująca. Trzy-, a nawet czteropiętrowe drewniane rezydencje są niesamowite. W jednym z nich jest rezydencja prezydenta lub premiera, nie wolno im wchodzić do środka, ale na zewnątrz jest pięknie. W Georgetown znajduje się najwyższy drewniany budynek na świecie - katedra, z której mieszkańcy są bardzo dumni. Rzeczywiście jest to bardzo interesujące, szczególnie w środku.

Miasto jest przygnębiające z powodu rażących nieczystości i ubóstwa, chociaż Gujana w żadnym wypadku nie jest biednym krajem i słynie ze skamielin, zwłaszcza złota i diamentów. Z dziewięćdziesięciu procent twarzy, które widziałem, są czarne, przynajmniej w Georgetown. Jak już pisałem, w prowincji obraz jest zupełnie inny.

Pierwszego dnia kupiłem z góry bilet na autobus jadący z Georgetown do Lethem na granicy z Brazylią. Niestety jest nocna, to znaczy wychodzi o 8 wieczorem i dociera do Lethem o 10 rano. Ponieważ wszystkie sklepy w mieście są zamknięte o godzinie 5:30, całe życie kończy się wraz z nimi, to znaczy, że na ulicy NIE MA JEDNEJ, a jeśli chcesz dostać się gdzieś za kwadrans, wezwiesz taksówkę. Gospodarz pensjonatu zaproponował mi także, żebym wezwał taksówkę, ale pomyślałem, że wezwanie taksówki w odległości trzech lub czterech czwartych było nieco zaskakujące i odmówiłem. Właściciel spojrzał na mnie dziwnie, ale nic nie powiedział. Wyszedłem z domu o 18:30. Na ulicy (centrum miasta!) Nie było duszy, czasami przejeżdżali motocykliści i gdzieś wyłaniały się nieodpowiednie osoby. Byłem przestraszony, ale interesujący. Nic mi się nie stało, nikt mnie nie obrabował ani nawet nie zgwałcił. Najwyraźniej nie chciał zadzierać z szaleńcem. Podszedłem spokojnie do mojego autobusu, który pilnował plutonu policjantów. Tam sprawdziłem kilka razy z dokumentami i walizką na coś przestępczego i odjechaliśmy.

Autobus (wyprodukowany w Brazylii), ale prawdopodobnie trzydzieści lat temu. Siedzenia są twarde i wąskie, mało miejsca na nogi, w autobusie nie ma toalety. Krótko mówiąc, niezbyt przyjemnie jest jeździć całą noc po nieutwardzonej drodze. Ponadto w nocy zatrzymaliśmy się gdzieś trzy razy, wszyscy eskortowani pasażerowie zostali przewiezieni trzy razy na komisariat policji (pamiętam napis: karmienie więźniów z. Do.), Sprawdzone paszporty i sprawdzone z listą. Kilka razy autobus zatrzymał się przed częściowo zniszczonymi mostami, a pasażerowie musieli sami podążyć za nim. Na jednym z przystanków rozmawialiśmy o tym, kto przyjeżdża i powinienem był zobaczyć moje zdziwienie, gdy czarny mężczyzna jadący ze mną autobusem przemówił do mnie po hebrajsku. Ciężki robotnik z Gambii, który pracował w Tel Awiwie, teraz pracuje w Surinamie, jedzie do Manaus, ponieważ stamtąd bilety do Afryki są o połowę niższe.

Droga wiedzie przez dżunglę. Widoki z okna są niesamowite, szkoda, że ​​jest ciemno. O szóstej rano dotarliśmy do przeprawy przez rzekę Essequibo. Wszystkie samochody, w tym autobus, musiały wjechać promem w drugą stronę (aby później jechać wcześniej). W tym momencie rzeka zamienia się w jezioro z wieloma wysepkami, w które wybucha niezliczona ilość małych wodospadów. Rzadko widziałem coś piękniejszego. Znowu dżungla: Park Narodowy Iwokrama. Niektórzy pasażerowie odjeżdżają w lesie, gdzie czekają na nich jeepy. A potem znowu step, niekończący się step, tylko gdzieś na horyzoncie wznoszą się góry.

Raz (w zeszłym roku) trzeba było dostać się z Gujany do Brazylii łodzią. Most został już zbudowany. Algorytm przekazywania granicy jest następujący. Autobus z Georgetown zabierze Cię do punktu kontroli granicznej Gujany. Następnie weź taksówkę i przejedź kilka kilometrów (5 reali) do punktu kontroli granicznej w Brazylii. Taksówki są tam już na służbie, gotowe zabrać cię do Boa Vista lub (bardzo niechętnie) do Bonfim (na dworzec autobusowy Bonfim, który jest daleko od miasta 5 reais).

Historia

Kraje te były w stanie wojny w latach 1864–1870. (Wojna w Paragwaju), po której nigdy nie walczyli ze sobą. W latach pięćdziesiątych Brazylia sfinansowała budowę nowych budynków dla Narodowego Uniwersytetu Asuncion, wynajęła port na wybrzeżu Brazylii do Paranagua i zbudowała Most Przyjaźni nad rzeką Parana, łącząc w ten sposób Paranagua z Asuncion. W maju 1973 r. Brazylia i Paragwaj podpisały traktat z Itaipu, co dowodzi, że Brazylia stała się głównym partnerem Paragwaju zamiast Argentyny. Reżim Alfredo Stroessnera skorzystał politycznie i ekonomicznie ze swoich relacji z Brazylią. Brazylia udzieliła Stroessnerowi wsparcia dyplomatycznego i moralnego, co zwiększyło jego prestiż. W latach 70. gospodarka Paragwaju wykazywała stały wzrost ze względu na ogromny wpływ brazylijskiej gotówki na budowę elektrowni wodnej Itaipu. Wielu Brazylijczyków przeprowadziło się do wschodniego regionu przygranicznego Paragwaju, gdzie zaczęli uprawiać soję i bawełnę. Około 60% działalności gospodarczej Paragwaju uzyskanej z rolnictwa, przemysłu, handlu i usług było w rękach Brazylijczyków pracujących jako partnerzy z Paragwajami. Turystyka i przemyt towarów z Brazylią również przyniosły Paragwajowi wielki dochód. W latach 80. Brazylia zaczęła dostarczać sprzęt wojskowy do Paragwaju, a także instruktorów do szkolenia żołnierzy tego sąsiedniego państwa.

Były napięte momenty w stosunkach między krajami. Opozycja paragwajska oskarżyła Brazylię o kolonizację Paragwaju. Na przykład lider Autentycznej Radykalnej Partii Liberalnej napisał książkę potępiającą projekty Brazylii w Paragwaju. Pod koniec lat osiemdziesiątych opozycja wskazała na rosnące zadłużenie zagraniczne Paragwaju i obwiniała nierentowne projekty budowlane w Brazylii. Około 300 milionów USD z tego długu zostało wygenerowane z powodu strat poniesionych przez brazylijską firmę Paraguayan Steel. Stal Paragwajska została zlikwidowana po zakończeniu budowy elektrowni wodnej. Paragwaj był zmuszony importować surowce z Brazylii, a produkcja była zbyt droga, aby sprzedawać ją za granicą. Sam projekt Itaipu był także krytykowany przez reżim Stroessnera. Zgodnie z traktatem z Itaipu Paragwaj sprzedał Brazylii nadwyżkę energii elektrycznej po nierentownej cenie. W 1986 r. Presja opozycji zmusiła rząd Paragwaju do podniesienia stawki za dostawy energii elektrycznej do Brazylii.

Brazylia protestowała również przeciwko niektórym działaniom rządu Stroessnera. Pod koniec lat 80. wiele publicznych i prywatnych instytucji Paragwaju nie spłaciło długów wobec brazylijskich wierzycieli. W rezultacie wstrzymano brazylijskie płatności za energię elektryczną w Itaipu, a kilka rachunków w Paragwaju zostało zamrożonych w Brazylii. Brazylia twierdziła również, że urzędnicy Paragwaju byli zaangażowani w przemyt szerokiej gamy produktów do Brazylii. W 1987 r. Analitycy oszacowali, że sprzęt elektroniczny o wartości 1 miliarda dolarów został przemycony do Brazylii przez Paragwaj. W tym samym roku brazylijscy rolnicy rzekomo przemycili do Paragwaju produkty rolne o wartości ponad 1 miliarda dolarów w celu ich ponownego wywozu, unikając w ten sposób płatności brazylijskich podatków. Analitycy oszacowali również, że prawie połowa wszystkich samochodów w Paragwaju została skradziona brazylijskim kierowcom. Władze brazylijskie zagroziły zablokowaniem mostu przyjaźni między Brazylią a Paragwajem w proteście przeciwko zabójstwom kierowców ciężarówek, których pojazdy zostały następnie porwane do Paragwaju.

W 1985 r. Brazylia przeszła do rządu cywilnego, aw 1987 r. To nie ambasador wojskowy został powołany do Asuncion, ale stosunki brazylijsko-paragwajskie pozostały na dobrym poziomie. Biorąc pod uwagę znaczną inwestycję w Paragwaju, Brazylia doceniła stabilność polityczną, którą zaoferował reżim Alfredo Stroessnera. Brazylijscy urzędnicy powstrzymali się od publicznej krytyki Stroessnera. Jednak w 1986 r. Prezydent Brazylii spotkał się ze swoim odpowiednikiem z Argentyny w celu omówienia rozszerzenia współpracy biznesowej w regionie Rio de la Plata. Prezydenci jasno stwierdzili, że tylko demokratyczne kraje mogą dołączyć do tego nowego regionalnego programu integracji gospodarczej. W ten sposób demokratyczna Boliwia mogła wziąć udział w projekcie, a Paragwaj nie był dozwolony. Chociaż udział w tym programie mógł pomóc gospodarce Paragwaju, Stroessner nie był gotowy odejść z władzy. W rezultacie Alfredo Stroessner pogorszył stosunki z Brazylią, uzasadniając to faktem, że zagrożona jest stabilność wewnętrzna Paragwaju. W 1987 r. Policja paragwajska zaatakowała kilku zaproszonych kongresmanów brazylijskich podczas wizyty w Asuncion.

W 2009 r. Stosunki między krajami uległy znacznej poprawie po decyzji prezydenta Brazylii Luisa Inácio Luli da Silvy o potrojeniu płatności Paragwaju za wykorzystanie energii elektrowni wodnej na granicy, co zakończyło stary spór. Brazylia zaczęła płacić Paragwajowi 360 milionów dolarów rocznie za wykorzystanie energii ze wspólnie eksploatowanej elektrowni wodnej Itaipu. Brazylijski prezydent Luis Inacio Lula da Silva nazwał tę decyzję „historycznym porozumieniem”, które również pozytywnie wpłynęło na polityczną ocenę prezydenta Paragwaju Fernando Lugo. Pozostają jednak problematyczne problemy między tymi dwoma krajami: w 1973 r. Podpisano traktat Itaipu, zgodnie z którym Paragwaj był zobowiązany do umieszczenia 300 000 brazylijskich rolników na swoim terytorium, którzy płacą minimalny podatek, co spowodowało exodus małych lokalnych rolników z obszarów wiejskich. Obecnie w Paragwaju mieszka od 300 000 do 500 000 osób pochodzenia brazylijskiego.

Zamach stanu w Paragwaju w 2012 r

22 czerwca 2012 r. Senat Paragwaju ogłosił oskarżenie Lugo w związku ze starciem policji z bezrolnymi chłopami, które zostało ogłoszone przez opozycję w wyniku reformy rolnej przeprowadzonej przez prezydenta. Ta decyzja została skrytykowana przez przywódców wielu krajów Ameryki Łacińskiej, w tym Argentyny, Brazylii i Wenezueli. W rezultacie Paragwaj został wydalony z Bloku Handlowego Ameryki Południowej. W 2013 r. Kraje przywróciły stosunki dyplomatyczne.

Przyczyny wojny: absurdalne i niezbyt

Polityka Ameryki Łacińskiej zawsze miała znacznie więcej wspólnego z programami telewizyjnymi Ameryki Łacińskiej niż z polityką. Tak więc, ledwo zasiadając na tronie prezydenckim, Francisco wpadł w chaotyczny i nieprzewidywalny wir intryg. Nie warto go wyrzucać za to, że nie rozumiał nicherty w tym, co działo się wokół niego - nie różnił się od wszystkich swoich sąsiadów.

Bardzo odkrywczy szczegół: próba zrozumienia zawiłości politycznych Ameryki Południowej w połowie XIX wieku zajęła mi połowę całego czasu przygotowań do artykułu. I muszę powiedzieć, prawie na próżno! Niemniej jednak niektóre punkty orientacyjne stały się widoczne. Najprostszym sposobem jest opisanie tego, co działo się między Brazylią, Paragwajem, Argentyną i Urugwajem: wszyscy nienawidzili się nawzajem, marzyli o aneksji terytoriów i jak najszybszym ich zdradzie. To była podstawa pokoju i harmonii w tym regionie. Próba pojednania paradoksalnie doprowadziła więc do wojny ogólnej.

Oto linie, które łączyły wszystkich w sieci konfliktów:

Argentyna vs. Brazylia

Brazylia i Argentyna oczywiście mogły wcześniej zmiażdżyć irytujące wesz Paragwaju, ale one same były na sobie nożami. Kraje nie oderwały od siebie chciwego wzroku od przygranicznego regionu La Plata, który był smakołykiem i spornym terytorium.

Ponadto Brazylia wdała się w konflikt z Wielką Brytanią i może dojść do wojny o raczej przewidywalnym wyniku. Sąsiedzi imperium brazylijskiego czekali na to rozwiązanie. Każdy władca musiał fantazjować przed pójściem spać, w jaki sposób jego kraj pochłonie nowe ziemie na wysypisko i stanie się nowym hegemonem Ameryki Łacińskiej.

Tchórzostwo a niekompetencja

Paragwajskie oddziały zorganizowały błyskawiczny ruch w dwóch kierunkach jednocześnie i ruszyły na północ i południe. Szybko udało im się zdobyć prowincję Rio Grande do Sul z Brazylii i prowincję Corrientes z Argentyny. Ale wkrótce potem Argentyna i Brazylia pośpiesznie zgromadziły rekrutów i rozpoczęły atak odwetowy. Udało im się odepchnąć żołnierzy Paragwajów z powrotem i przeprowadzić kontratak.

W rzeczywistości przez resztę lat wojna będzie wyglądać mniej więcej tak: Brazylijczycy i Argentyńczycy leniwie wywierają nacisk na upartą armię Paragwaju i niewiarygodnie powoli wycofują się w głąb lądu. Niemal wszystkie walki toczyły się wzdłuż brzegów rzeki Paragwaj, wzdłuż których znajdowały się forty tego samego państwa. Niektórzy zdobyli fortece, inni bronili ich aż do ostatniego żołnierza. Ciągłe cierpienie i napięcie, rozciągnięte przez lata.

Niekompetencja

Decydującą bitwą była bitwa pod Riachuelo i, jak na ironię, była to bitwa flot na samym środku kontynentu. Statki Lopez miały stoczyć wielką bitwę z przeklętymi Brazylijczykami i przejąć wpływy nad rzeką Paragwaj.Zgodnie z planem samego Francisco żeglarze musieli spokojnie popłynąć do wroga kajakami i kanonierami i zabrać wroga na pokład. Dalsze wydarzenia wyraźnie pokazały, czym naprawdę była dyscyplina i „porządek” w armii dyktatora.

Bitwa o Riachuelo

Po pierwsze, łatwo zgadnąć, że Paragwajczykom nie udało się wkraść na całą flotę, a nawet na rzekę. Ponadto okazało się, że statki po prostu zapomniały wyposażyć je w haki do wsiadania, a pistolety zostały zjedzone przez rdzę. Pomysł z niespodzianką wojskową nie powiódł się, a flota Lopeza została pokonana. Argentynie i Brazylii umożliwiono dalsze przemieszczanie się wzdłuż rzeki. Jak już wspomniano, czekała na nich długa wojna pozycyjna.

Plan bitewny Riachuelo

Obie strony konfliktu były sobie warte. Francisco Lopez wyobrażał sobie, że jest ideologicznym potomkiem Cezara i Napoleona, ale, jak widzimy, ciągle popełniał niewybaczalne błędy. Zainspirowany duchem podbojów rzymskich wprowadził dziesiątkowanie w armii, kiedy co dziesiąta osoba została stracona za zbrodnie jednego członka oddziału. Okazało się, że system działa sprawnie nawet w XIX wieku.

Tchórzostwo

Ale generałowie z Brazylii i Argentyny okazali się jeszcze bardziej niekompetentni. Wydawało się, że robią wszystko, aby szybko przegrać i opuścić wojnę. W pewnym sensie tak było. Argentyńscy żołnierze często odmawiali udziału w bitwie i zbuntowali się (prawdopodobnie w tym momencie ich dowódcy żałowali, że nie ćwiczyli dziesiątkowania). Brazylijczycy na ogół deklarowali, że są zapalonymi tchórzami: wystrzelili śrutem w każdy hałas w krzakach i spanikowali, jeśli otrzymali rozkaz ataku.

Brazylijscy dowódcy bardzo bali się strat w walce i dlatego w każdy możliwy sposób strzegli żołnierzy. Przypadek zdobycia fortu Itaypuri jest bardzo odkrywczy. Była tam tylko jedna broń, ale wojska Potrójnego Sojuszu przez dwa tygodnie bezskutecznie bombardowały ją z daleka swoimi pancernikami. Możliwe byłoby wysłanie armii i zajęcie fortu w ciągu jednego dnia, ale dowódcy nie chcieli stracić żołnierzy i postawić się w niekorzystnym świetle przed władzami. Chociaż wszyscy rozumieli, że prowadzi to tylko do wielkich ofiar.

Strata

W rezultacie 2/3 strat po obu stronach nie było walką. Większość żołnierzy zmarła z powodu cholery, głodu i ognia własnych żołnierzy z powodu zamieszania na froncie. Rezultatem wojny była śmierć 300 tysięcy Paragwajczyków i 71 tysięcy Brazylijczyków, Argentyńczyków i Urugwajczyków.

Ostatni rekruci, których zdobyła armia Paragwaju

Straty w Paragwaju były potworne, praktycznie nie było mężczyzn w kraju, więc ostatnim wezwaniem było odebranie dzieci, które zapięły brody, aby przynajmniej wyglądały jak żołnierze z daleka. W bitwie pod Acosta-New w sierpniu 1869 r. Walczyło 3500 dzieci i młodzieży w wieku od 9 do 15 lat (i to pomimo faktu, że tylko wtedy uczestniczyło w niej 6 tysięcy żołnierzy z Lopez). Wygląda to jak zła kpina, ale na pamiątkę tego wydarzenia Paragwaj świętuje „Dzień Dziecka” 16 sierpnia.

Dzieci-żołnierze przed bitwą pod Acostą Nowość

Ostatecznie armii Triple Alliance udało się zdobyć stolicę Paragwaju, Asunson i formalnie wygrać wojnę. Ale nawet po tym bitwy partyzanckie trwały długo, a Francisco Lopez dowodził oddziałami, które osiedliły się w górzystych regionach kraju. Wcześniej kilkakrotnie oferowano mu poddanie się (w tym na samym początku działań wojennych), ale konsekwentnie odmawiał. Imię tej osoby może naprawdę stać się synonimem słowa „upór”.

Patosowa śmierć i straszny pogrzeb El Prezydenta

Francisco Lopez zmarł w 1870 roku, przekraczając rzekę Akidaban i próbując ukryć się przed oddziałami brazylijskimi ze swoim oddziałem. Według legendy przed śmiercią zdołał wykrzyczeć: „Umieram za ojczyznę”.

Ale oprócz tego żałosnego momentu był jeszcze jeden, bardzo przerażający. Wraz z dyktatorem zmarł również jego 15-letni syn Pancho Lopez, którego Francisco mianował generałem. Teraz pamiętajcie słowa z samego początku artykułu o irlandzkiej kurtyzance Elizie Lynch, która została pierwszą damą Paragwaju. Brazylijscy żołnierze, którzy ją tu schwytali, zmusili kobietę do pochowania męża i syna. Co więcej, nie otrzymała żadnych narzędzi, więc musiała to zrobić gołymi rękami.

Jak wszyscy umarli i do czego to doprowadziło

Co zakończyło historię Paragwaju, który postanowił pokonać wszystkich swoich sąsiadów, i opuchniętego dyktatora, który chciał zostać cesarzem Ameryki Łacińskiej? Wiesz już, że wszystko poszło bardzo źle. Kraj stracił 300 z 525 tysięcy ludzi i 90% wszystkich mężczyzn, więc pozostały tylko dzieci i starcy. Utrata prawie połowy terytoriów na tym tle nie wydaje się tak przerażającym problemem.

Terytoria wyrwane z Paragwaju. Ponadto mapa pokazuje obszar, który sam Paragwaj odbił z Boliwii w latach 30. XX wieku.

Wojna, która trwała od 1864 do 1870 r., Uderzyła także w Potrójne Sojusz: Brazylia zaczęła boleć i borykać się z problemami społecznymi. Wszystko to doprowadziło do zniesienia niewolnictwa, upadku monarchii i przedłużającego się kryzysu gospodarczego. Argentyna lepiej radziła sobie z przeciwnościami i była w stanie pokonać potężny wstrząs dla własnej korzyści. Przez długi czas udało jej się stać krajem o najbardziej udanych gospodarkach w Ameryce Południowej.

Pomnik Francisa Solano Lopeza

Przemysł Paragwaju został zniszczony, a kraj wciąż nie jest w stanie wyjść z konsekwencji wojny, która zakończyła się 146 lat temu. A co z Francisco Lopezem, tym samym tyranem, który zdecydował, że atakowanie trzech stanów populacją 20 razy większą to świetny pomysł? W Paragwaju jest uważany za bohatera narodowego, męczennika i wyzwoliciela. To prawda, że ​​nie jest bardzo jasne wyzwoliciel od czego.

Brazylia - Paragwaj: wynik meczu 0-0, rzut karny 4: 3

Główny czas meczu zakończył się bez strzelonych bramek, mimo że od 58. minuty meczu Paragwajczycy grali w mniejszości - obrońca otrzymał bezpośrednią czerwoną kartkę Fabian Balbuena.

Regulamin turnieju nie przewiduje dodatkowego czasu, więc drużyny natychmiast przeszły na rzut karny, w którym Brazylijczycy byli bardziej dokładni - 4: 3. Napastnik Manchester City zadaje decydujący cios Gabriel Jesus.

W ten sposób Brazylijczycy zostali pierwszymi półfinalistami Pucharu Ameryki 2019. W półfinale spotkają się ze zwycięzcą meczu Argentyna - Wenezuela.

Pin
+1
Send
Share
Send

Obejrzyj wideo: Ameryka Łacińska - wywiad z Polakami z Argentyny (Kwiecień 2020).