KOLUMBIA

Taka niebezpieczna Bogota: spacer po Candelarii

Pin
+1
Send
Share
Send

Kraje Ameryki Południowej dla Rosjan już dawno przestały być Terra incognita. Peru, Boliwia, Brazylia, Argentyna - ich zabytki są dobrze znane i wielu widziało je z pierwszej ręki. Ale o podróży do Kolumbii nie musiałem tak często czytać. Najwyraźniej w oczach rodaków ten kraj jest pełen przerażających stereotypów i mało atrakcyjny.

Kiedy tej zimy postanowiłem dołączyć do grona rodaków i udać się na miesiąc do Kolumbii (luty 2015 r.), Aby poznać jej parki naturalne i atrakcje, moi przyjaciele nie znali granic.

„Po co ci to?” Zapytali ze zdziwieniem. Ich zdaniem Kolumbia to nieodłączna kula grzechu i występków, karteli narkotykowych i ogólnej przestępczości. Być może tak. Ale ich ostrzeżenia nie ostudziły mojego zainteresowania tym krajem, wręcz przeciwnie, nawet się rozgrzały. Z jakiegoś powodu byłem pewien, że wyjazd będzie wielkim sukcesem.

I nie pomyliłem się. Teraz, gdy podróż po Kolumbii jest już za mną, nie wydaje mi się, aby Kolumbia była niebezpieczna dla niezależnych podróży po tym kraju. I nawet osławiona ośmiomilionowa Bogota i jakakolwiek znajomość z Kolumbią zaczyna się od niej, nie mogła zepsuć tego radosnego entuzjazmu, jakie otrzymałem z całej podróży. Omówimy tutaj pierwsze dni podróży spędzonej w stolicy.

Początkowo trasa wyglądała następująco: Bogota (1 dzień), Park Narodowy El Kokuy (2 tygodnie), Santa Marta i Park Narodowy Tayrona (1 tydzień), Cartagena (1 tydzień). Ale na miejscu plany te zostały nieco dostosowane, a liczba dni spędzonych w Bogocie wzrosła do trzech.

Moje pierwsze wrażenia zaczynają się od międzynarodowego lotniska stołecznego, gdzie miałem się spotkać z hotelu zarezerwowanego w domu. Pamiętając ostrzeżenia niektórych podróżników, że bagaż można zabrać tuż pod nosem, z nieco napiętą i nieufną twarzą wyszedłem do tłumu ludzi, którzy patrzyli na mnie (lub mój plecak za mną?) Setki oczu. Widząc moje imię na tablecie, westchnąłem z ulgą. Mimo to miło jest, gdy ktoś w nieznanym kraju czeka na Ciebie i się spotyka. Kolumbijczycy wiedzą, jak dotrzymać słowa ...

Hotel został celowo wybrany w pobliżu lotniska, ponieważ pierwotnie nie planowano pozostać w Bogocie, ale musiał zostać na kilka dni. To wystarczyło, aby zapoznać się z niektórymi zabytkami stolicy i udać się do Zipakira, gdzie znajduje się najbardziej niezwykła katedra Kolumbii. Ta trasa zasługuje na osobne omówienie.

Dla wygody przeprowadzki postanowiono zmienić hotel w odpowiedniej cenie bliżej historycznego centrum. Złośliwy komputer wydał adres, zapewniając, że jest to centrum Bogoty. I przeprowadziliśmy się, jak się później okazało, w samym centrum kryminalnych starć. Ich echa, przenikające do pokoju przez okna z przerażającymi dźwiękami przypadkowego strzelania, słyszano więcej niż raz w nocy. Okazuje się, że moi przyjaciele nie martwili się o nic ...

Po południu nasza okolica z dwupiętrowymi budynkami wykonanymi z czerwonej cegły wyglądała niewinnie cicho, a nawet szanowana i zaskakująco pusta, jakby była scenerią do filmu z życia dość zamożnych obywateli.

Zaczynasz podejrzewać, że coś zagraża ich spokojnemu życiu, widząc niekończące się kraty w oknach i metalowe ogrodzenia przed fasadami. Mieszkańcy, aby się chronić, rozciągnęli nawet drut, przez który przepływa prąd. Drut biegł wzdłuż ogrodzeń naszego hotelu. Na początku było to trochę szokujące, ale po pewnym czasie nie zauważasz już metalowych części.

Personel hotelu w przyjazny sposób odradza wieczorem. Kiwając głową, zgodziliśmy się, ale postępowanie zgodnie z radą nie wyszło zbyt dobrze. Godziny dzienne w Bogocie są krótkie. O 18.00 zmierzch obejmuje już puste miasto i musiał wracać w ciemności. Na niektórych ulicach wciąż panowało burzliwe życie. Na innych, w świetle słabych świateł, migotały pojedyncze sylwetki dziwnych postaci. Może z zewnątrz wyglądaliśmy równie dziwnie.

Kiedyś nasz wieczorny spacer w Bogocie ciągnął się do około 20. Próby powrotu taksówką do domu w tym „dzieciństwie” zakończyły się całkowitą porażką. Usłyszawszy adres hotelu, taksówkarze kategorycznie odmówili nam przyjazdu bez wyjaśnienia przyczyn i tylko zachichotali złośliwie ...

„A jak się tam osiedliłeś?” Byli zaskoczeni.

Potem się rozdzieliliśmy. Niektórzy, w tym ja, bezpiecznie wrócili autobusem do hotelu. Inni pozostali zainteresowani sportem, ale nadal nie mogli znaleźć śmiałka, który zgodziłby się ich podwieźć. Policja pomogła. Zwrócili uwagę na niespokojną grupę głosujących obcokrajowców i pojechali chłopakami samochodem. Mamy taki odcinek, który trudno sobie wyobrazić.

I tak policja patroluje miasto w ciągu dnia.

Oprócz policji, ulice Bogoty są również patrolowane przez wojsko z psami. Bycie wojskowym lub policjantem jest uważane za prestiżowe w Kolumbii.

Nie doświadczyliśmy żadnych innych niedogodności, poza odległością od centrum, od naszego hotelu. W pobliskiej niedrogiej kawiarni można było zjeść 10 000 pesos (4,5 USD). To był duży plus. Dawny hotel zapewniał jedynie transfer, nie martwiąc się o jedzenie swoich gości. W pobliżu nie było sklepów. Pozostało zapasy owoców na ulicy.

Kolejna niespodzianka, jaką spotkałem w Bogocie, dotyczyła wymiany walut. Wpychając się do kilku banków, byli zaskoczeni, gdy się nie wymienili, i mieli zwyczaj nieoczekiwanego, bez wyjaśnienia, zamykania drzwi wejściowych kluczem, nie wpuszczając nikogo do środka. Tak właśnie stało się w jednym banku, gdzie utknęli na 15–20 minut. Poczuj się jak mysz uwięziona w pułapce na myszy. Dobrze, że nie było najazdów z strzelaninami, które z jakiegoś powodu wydawały się ciągle wyobrażane.

Dolary na lokalne peso można było wymieniać tylko w tak zwanych wymiennikach (1 $ = 2200 peso), które, jak się wydawało, były bardzo nieliczne. Jeśli chodzi o euro, faktycznie okazało się, że Kolumbijczycy nie szanowali europejskiej waluty, nie zawsze przyjmowali ją z przyjemnością, a jeśli ją przyjmują, to według kursu zbliżonego do dolara. Empirycznie doszedłem do wniosku - najlepiej zaopatrzyć się w peso w Bogocie. Tutaj kurs jest wyższy i nie ma gwarancji, że w małych miasteczkach ogólnie są punkty wymiany.

Po rozliczeniu pieniędzy zaczęliśmy poznawać rozgałęziony system popularnego transportu publicznego w Bogocie, jakim jest TransMilenio. Jest to dedykowana linia autobusowa przecinająca całe miasto, która zastępuje nieobecne w stolicy metro i jest bardzo podobne pod względem wygody.

Pasażerowie nie wsiadają do autobusów z chodnika jak nasz, ale wchodzą do przedziału pasażerskiego z przeszklonych, wysokich platform z automatycznymi drzwiami zainstalowanymi na środku drogi. Autobus podjeżdża do platformy - wtedy drzwi się otworzą. Podobnie jak w metrze, możesz bez dodatkowych opłat dokonywać przelewów na inne linie. Najważniejsze jest zrozumienie tych samych linii i odpowiadających im znaków cyfrowych w autobusach. Jeśli pojawią się z tym problemy, nie powinieneś się wstydzić skontaktować z pracownikami stacji - na pewno ci pomogą.

Nie fotografowałem autobusów specjalnie, ale na tym zdjęciu widać ogrodzenie dedykowanej dla nich linii.

Kolumbijczycy pożyczyli ten system z Brazylii (widziałem to samo w Limie) i od razu odczułem wszystkie zalety z wadami. Według statystyk, w 1998 r. Liczba wypadków na drogach Bogoty znacznie spadła. Ale bez względu na to, czy liczba kradzieży zmalała, statystyki milczą. Sądząc po liczbie prób dostania się do nas bez popytu w wiszących plecakach, liczby zdecydowanie powinny przejść przez dach. Odbywa się to tak mistrzowsko, że możesz nie zauważyć samego momentu kradzieży.

Kiedyś miałem do czynienia z filigranową pracą kieszonkowców z Ameryki Południowej na dworcu autobusowym w Antofagasta (Chile), kiedy niedbalstwo zmieniło się w grupę ludzi otwierających plecaki i kradnących kosztowną kamerę z kasetonu. Dlatego jednym ze sposobów zapobiegania kradzieży jest po prostu przeniesienie plecaka z tyłu do skrzyni, aby właściciel mógł go zobaczyć. Dobrzy Kolumbijczycy doradzali nam na zatłoczonych stacjach TransMilenio, ostrzegając przed dużym prawdopodobieństwem, że staną się ofiarami - cudzoziemcy u złodziei Bogoty zawsze żywią duże zainteresowanie.

I chociaż w Bogocie nie spotkało nas nic przestępczego, nieświadomy niepokój i czujność siedziały cały czas w środku, zmuszając nas do ciągłej czujności i chodzenia, jak to mówią, z ostrożnością. Ale gdy tylko opuściliśmy stolicę, te uczucia natychmiast zniknęły. W prowincjach i małych miasteczkach nie odczuwałem niepokoju, nawet nie dostrzegłem śladu wkradania się w coś, co miałbym zyskać.

Linia dociera do historycznego centrum, w którym duże autobusy nie mogą już zawracać. Wąskie uliczki są zdominowane przez pieszych i miniaturowe taksówki, które można łatwo rozpoznać po żółtym kolorze.

Pin
+1
Send
Share
Send

Obejrzyj wideo: Dzielnica prostytucji w Bogocie - Kolumbia 4K (Kwiecień 2020).