BOLIWIA, PERU

Nie ma odwrotu

Pin
+1
Send
Share
Send

Najpopularniejszy. Z Guayaquil do Mancora przez Huaquillas. Jest o nim wiele recenzji na ten temat, że celnicy wymuszają łapówki, bardzo pomagali, molestowali i złodzieje. Seryoga nawet czytał gdzieś różnego rodzaju okropności, które ktoś wsiadł do jakiegoś autobusu, spryskał ludzi narkotykami i obrabował go. Również na tej trasie firmy autobusowe lubią wysyłać turystów z bagażami przed odprawą celną, a następnie przesiadać się na inny autobus i nie ma w nim miejsc itp. itd. Dobrze, że nie jeździliśmy ani na Guayaquil, ani do Mancory :) Ale podejrzewam, że nie wszystko jest tak straszne, jak lubią malować w Internecie :)

Średni. Od Loji do Piury przez Makarę. Właśnie tego użyliśmy. Szczegóły poniżej.

Mniej popularne. Via Sumba Nie mogę sobie nawet wyobrazić, dlaczego ktoś miałby się tam udać, nie znaleźliśmy nic interesującego w tym obszarze.

Autobus z Loha do Piura

Istnieje kilka autobusów z różnych firm od Loha do Piura, wybraliśmy firmę z dobrymi opiniami w Internecie - Loja Internacional. Mają dwa loty dziennie: 7 rano i 11 wieczorem. Jechaliśmy rano, ponieważ nie chcieliśmy obudzić się w celnych w środku nocy. Bilet kosztuje 14 USD. Kupiony na dworcu autobusowym.

Wsiadając do autobusu, musisz zapłacić 10 centów opłaty terminalowej, opłata ta nie jest wliczona w bilet. Jest to ogólnie popularne w całej Ameryce Południowej i Panamie.

Godzinę po wyjściu zatrzymali się na śniadanie: za 2,50 USD można było kupić bardzo satysfakcjonujące ogromne danie z kurczaka, ryżu i kukurydzy oraz herbatę lub kawę.

4,5 godziny po odjeździe autobus zatrzymał się w przygranicznej miejscowości Macara, wyszedł cały tłum i zostało nas tylko dziesięciu.

Przez cały czas była serpentyna, więc zaopatrz się w pigułki, jeśli jesteś chory.

Po kolejnych 10-15 minutach opodatkowano do urzędu celnego. Gdy wypełnialiśmy się i czekaliśmy na znaczki, autobus podjechał na peruwiańską stronę (przez cały czas mieliśmy duże plecaki), skoczyliśmy i odjechaliśmy.

O dziwo, gdy tylko przekroczyliśmy granicę, świeża ekwadorska zieleń ustąpiła miejsca zakurzonej peruwiańskiej pustyni.

8 godzin po opuszczeniu Loha, zgodnie z obietnicą, wysadzono nas w Piura.

Autobus był typowym ekwadorskim typem, z normalnymi niezbyt rozkładanymi siedzeniami i toaletą urinario (tj. Tylko dla małej). Nie mogłem spać w takim autobusie.

Przekraczanie granicy Ekwadoru

Kierowca wysadził nas w pobliżu ekwadorskich urzędów celnych, stemplowali tam nasze paszporty, nie było linii. Nie było żadnych dodatkowych pytań, wymuszeń, czeków, osób zmieniających pieniądze i nie było żadnej pomocy.

Raporty czasowe, że Ukraińcy mogą wjechać do Ekwadoru 90 dni w roku. Paszport musi być ważny przez co najmniej 6 miesięcy od daty wjazdu do kraju. Mogą odmówić wjazdu, jeśli nie ma biletu na telefon z kraju, ale nigdy nie słyszałem, żeby ktoś prosił o te bilety.

Przekraczanie granicy Peru

Następnie udaliśmy się pieszo do Peru (150-200 metrów), tam też wypełnialiśmy karty imigracyjne poza kolejnością i stemplowaliśmy nasze paszporty. Celnik zapytał, ile dni potrzebujemy, czy 20, czy 30. Powiedzieliśmy to przez trzy miesiące, ponieważ chcemy zobaczyć więcej (na ogół Ukraińcy mają 183 dni). Wydał przez 90 dni. Nie prosi się o pieniądze ani bilety na wyjazd z kraju, chociaż Timatik ostrzega nas, że mają do tego prawo.

Na szczęście zarówno Ekwadorczycy, jak i Peruwiańczycy nie stemplowali naszych pustych stron paszportu, ale uwagi specjalne - zapisaliśmy nasze strony :)

Przedłużenie pobytu w Ekwadorze i Peru

Wiza Ekwadorska wygasła. Wcześniej, kiedy przekroczenie musiało płacić nawet 200 USD miesięcznie, ale potem zastąpiono je dziewięciomiesięcznym zakazem wjazdu do kraju.

Ważność wizy wygasła Peru. Peruwiańczycy nie są tak surowi: płacisz tylko 1 USD za jeden zaległy dzień przy wyjeździe z kraju, to wszystko.

Przekroczyliśmy granicę Ekwador-Peru w czerwcu 2015 r. Jeśli od tego czasu coś się zmieniło lub masz doświadczenie w przekraczaniu innych przejść granicznych między tymi krajami, napisz w komentarzach, zaktualizuję informacje.

Czy podoba ci się płyta? Pamiętaj, aby udostępnić! :)

Subskrybuj i bądź na bieżąco z wszystkimi nowościami! :)

Czytaj więcej o Peru:

Czytaj więcej o Ekwadorze:

Nadal masz pytania? Wszelkie wyjaśnienia lub uzupełnienia? Zostaw komentarz!

Rosyjska wyprawa utknęła na granicy Peru i Ekwadoru

12 stycznia dowiedział się o zatrzymaniu na granicy Ekwadoru i Peru, członków rosyjskiej wyprawy badawczej „W poszukiwaniu różowego delfina”. Podróżni zwrócili się o pomoc do ambasady rosyjskiej. Wyprawa boi się wrócić do Ekwadoru, obawiając się Indian Shuar, aw Peru nie dopuszczają ich lokalne leśne siły specjalne, które nie dostały zgody na przekazanie Rosjan od kierownictwa.

Najpierw trochę o samej wyprawie. W przeddzień Nowego Roku, 29 grudnia, 14 zamożnych ludzi (udział w wyprawie kosztuje 12 tys. Euro) wyruszyło w podróż do Ameryki Południowej w poszukiwaniu rzadkich gatunków zwierząt, w tym różowego delfina amazońskiego, który nadał nazwę wyprawie. Podróżni planowali również znaleźć tajemnicze podziemne tunele w Ekwadorze i zapoznać się z życiem lokalnych plemion.

Członkowie wyprawy musieli udać się z Quito na peruwiańskie Iquitos, a następnie do Brazylii. Na miejscu organizatorów podróży wyprawa słusznie nazywana jest ekstremalną - na trasie podróżnicy musieli nie tylko doświadczyć wszystkich radości życia w lesie deszczowym i kajakiem wzdłuż dopływu Amazonki, ale także przejechać część terytorium przez terytorium Peru, którego władze kraju praktycznie nie kontrolują.

Pierwsze wieści o wyprawie były pełne optymizmu, uczestnicy chętnie pisali raporty o noclegach, poznawali mieszkańców i przemieszczali się po Ekwadorze. 7 stycznia wyprawa rozpoczęła rafting wzdłuż dopływu Amazonki, rzeki Moron, ale peruwiańscy komandosi zablokowali się, a według podróżników zatrzymanie miało miejsce w punkcie kontrolnym. Według sekretarza prasowego organizatorów wyprawy Vladislava Kuzovleva podróżni zamierzali kontynuować rafting wzdłuż peruwiańskiej części Morony i poprosili o to komendanta ekwadorskiego Puerto Moron. Peruwiańscy komandosi nie użyli żadnej siły wobec podróżnych, a odmowę przepuszczenia ich przez granicę wyjaśniono niedawnym incydentem z dwoma zaginionymi ekwadorskimi turystami.

Raport na stronie internetowej World Travel Encyclopedia, obejmujący wyprawę, powiedział, że lokalny peruwiański komendant powinien był wyrazić zgodę na przekroczenie granicy, ale tego dnia był „pijany we wkładce”. Potem ekwadorscy komandosi weszli do firmy, najwyraźniej gdzieś w pobliżu. Zaprosili badaczy, aby pozostali w swojej bazie i czekali, aż komendant sąsiadów wytrzeźwieje. Oczekiwanie było jednak nieco opóźnione.

Pięć dni później podróżni pozostali w bazie leśnych sił specjalnych, ale w tym czasie udało im się zapoznać z „młodą i przyjazną” armią, nauczyli się łapać piranie w rzece i ogólnie dobrze się bawili, jakby stracili trzech towarzyszy którego cierpliwość pękła. Najwyraźniej ci podróżnicy, którzy rozstali się z grupą, postanowili samodzielnie dotrzeć do Quito i wrócić do Rosji, ale ich lokalizacja i los pozostałych 11 członków wyprawy jest nieznany. Nawiasem mówiąc, sami nie zamierzają wracać do domu ani przekraczać granicy z Peru w żadnym innym miejscu: według jednej wersji podróżnicy nie do końca rozumieją, jak wspinać się na rzekę pod prąd, i tak naprawdę nie chcą iść przez dżunglę, z drugiej się boją Shuar Indianie, znani z robienia Tsatsu - specjalnie wysuszonych głów swoich wrogów. Dlaczego trójca, która opuściła bazę ekwadorskich „komandosów”, nie bała się tych shuarów, nie jest określona.

Warto zauważyć, że po pewnym czasie pijany komendant jako przyczyna opóźnienia zamienił się w „głównego pułkownika” w wiadomościach World Travel Encyclopedia, nie tylko rosyjscy podróżnicy, ale także sami peruwiańscy strażnicy graniczni nie mieli z nimi żadnych powiązań. Los Rosjan stał się jeszcze bardziej niezrozumiały.

Aby kontynuować misję badawczą, kierownictwo ekspedycji zaapelowało do rosyjskiego MSZ za pośrednictwem ambasady w Ekwadorze i poprosiło dyplomatów o skontaktowanie się z „lokalnym generałem” w Iquitos w Peru w celu upomnienia jego pułkownika. Natychmiast po tym historia trafiła do mediów. Reakcja ambasady również nie była długa - podróżnicy nazywani byli „poszukiwaczami przygód” i wyjaśniali, że wybrali niezbyt odpowiednie miejsce do przekroczenia granicy. Teoretycznie nie powinno się było ich przepuszczać przez punkt kontrolny w Moron, ale nawet na takiej trasie można by uniknąć problemów, gdyby badacze Amazon z wyprzedzeniem zwerbowali pomoc peruwiańskich władz. Niemniej jednak ambasada obiecała pomóc Rosjanom zaraz po tym, jak będą mogli ustalić obywatelstwo.

Jednym z uczestników wyprawy „W poszukiwaniu różowego delfina” miał być znany prezenter telewizyjny i miłośnik zwierząt Nikołaj Drozdow. Kierownictwo Channel One i stan zdrowia nie zostały dopuszczone do Ameryki Południowej do stałego lidera w świecie zwierząt, ale planował uwzględnić w swoim programie filmy nakręcone przez członków wyprawy.

Członkowie wyprawy odrzucają zarzuty zarówno o awanturnictwo, jak i próbę przekroczenia granicy w niewłaściwym miejscu. Lider ekspedycji Aleksander Iwanow twierdzi, że na miesiąc przed podróżą osobiście zgodził się z nieuchwytnym peruwiańskim pułkownikiem i otrzymał zgodę władz ekwadorskich na przekroczenie granicy w miejscu dogodnym dla naukowców, a na poważny charakter wydarzenia wskazuje fakt, że wśród uczestników są pracownicy Rosyjska Akademia Nauk i doświadczeni podróżnicy. Projekt jest wspierany przez Rosyjskie Towarzystwo Geograficzne, co również wskazuje na poważny charakter wyprawy.

O los Rosjan utkniętych na granicy z Peru jest znacznie więcej pytań niż odpowiedzi. Związki z nimi są słabe i nie jest całkowicie jasne, w jaki sposób ambasada zamierza ustanowić swoje obywatelstwo. Każdy dzień opóźnienia przybliża podróżnych do pory deszczowej, z powodu której prawdopodobnie nie będą w stanie opuścić lokacji komandosów do marca. Nie jest również jasne, dokąd i jaką drogą odeszli członkowie wyprawy od grupy. Jednak podróżni nie tracą czasu na próżno i zdołali już komunikować się z lokalnymi plemionami i badać ich zwyczaje. Mamy nadzieję, że zapoznanie się z obyczajami ekwadorskich „komandosów” nie potrwa długo.

Witryna Vinsky

  • Lista forumForum AMERICAForum BOLIVIA, PERUWymiana walut, zakupy, jedzenie, bezpieczeństwo w Boliwii, Peru
  • Zmień rozmiar czcionki
  • Smartfeed
  • Blogi
  • Zasady
  • Instrukcje
  • FAQ
  • Galeria
  • Rejestracja
  • Zaloguj się

Zatrzymanie rosyjskich turystów na granicy Peru i Ekwadoru

ms3 »13 stycznia 2010 05:40

Wciąż nie mogę nawiązać kontaktu z rosyjskimi turystami podróżującymi po Ekwadorze
13.01.2010 | 03:05
Przedstawiciele ambasady rosyjskiej w Ekwadorze próbują ustalić miejsce pobytu i dowiedzieć się, kto jest w tej grupie. Wcześniej władze ekwadorskie powiedziały, że nikt nie przetrzymuje turystów siłą. Grupa Rosjan próbowała przekroczyć granicę między Ekwadorem a Peru w nieokreślonym miejscu. Peruwiańska straż graniczna zatrzymała podróżnych i zaprosiła ich do przejścia przez punkt kontroli granicznej. Wcześniej rosyjskie media podały, że ekwadorska straż graniczna od kilku dni przetrzymuje grupę rosyjskich turystów na granicy z Peru.

Uczestnicy rosyjskiej wyprawy „W poszukiwaniu różowego delfina”, którzy planowali zbadać mało zbadany dopływ Amazonki, utknęli na granicy Peru i Ekwadoru. Według RIA Novosti, ekwadorska straż graniczna zatrzymała podróżnych, próbując przekroczyć granicę w miejscu do tego nieprzeznaczonym.

Sytuację z Rosjanami po raz pierwszy zgłosił kanał telewizyjny 100, którego operator bierze udział w wyprawie. Według kanału, strażnicy graniczni zatrzymali kilka dni temu grupę 8-10 Rosjan pod dowództwem członka Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego Anatolija Chiżniaka. Pomimo obecności poprawnie wykonanych dokumentów peruwiańskie siły bezpieczeństwa zatrzymały Rosjan w bazie. Podróżni, którym pozwolono nawiązać kontakt z Federacją Rosyjską, nie narzekali na warunki pozbawienia wolności.

Następnie okazało się, że historia nie rozwijała się dokładnie tak, jak pierwotnie opowiadał o niej kanał. Jak wyjaśniono korespondentowi RIA „Novosti” „100 TV” Irinie Loban, podróżnicy mieli przepłynąć rzeką Morona (dopływ Amazonki) z Ekwadoru do Peru. Na granicy zostali zatrzymani przez siły specjalne, ponieważ prawie udali się na zamknięte terytorium w Peru. „Osiągnięto wstępne porozumienie, że zostaną wpuszczeni i pozwolą im przejść przez zamknięte terytorium, na którym wcześniej toczyła się wojna. Jednak kiedy próbowali je przekroczyć, nie zostali wpuszczeni” - wyjaśnił Loban.

Członkowie wyprawy nie mogą wrócić z powodu dróg wymytych przez prysznice. Według Lobana komandosi dobrze traktują podróżników. „Żyją tam szczęśliwie, jest jedzenie. Siły specjalne zabierają ich na polowania. Lokalni Indianie pokażą im starożytne rytuały” - dodał Loban.

Wkrótce ambasada rosyjska w Ekwadorze skomentowała ten incydent, nazywając członków wyprawy poszukiwaczami przygód. „Oni (podróżnicy) po prostu zaczęli przygodę w dół rzeki. W tym przypadku przygodą był awanturnictwo” - powiedział Anatolij Stepin, szef wydziału konsularnego ambasady rosyjskiej w Ekwadorze. Potwierdził, że Rosjanie byli dobrze traktowani i nie byli zagrożeni. Stepin dodał, że mogą albo unosić się w Peru nad inną rzeką, która jednak będzie musiała przepłynąć przez dżunglę, albo wrócić do Quito, stolicy Ekwadoru, co wydaje się niemożliwe, ponieważ trzeba będzie to zrobić na wzburzonej rzece.

„Jedyną rozsądną opcją jest, aby nasi turyści znaleźli okazję do przedstawienia dowodu posiadania rosyjskiego obywatelstwa i tożsamości ambasadzie rosyjskiej w Peru i zwrócą się do władz peruwiańskich o ich wpuszczenie” - powiedział dyplomata.

Wyprawa „W poszukiwaniu różowego delfina” rozpoczęła się 28 grudnia. Jego uczestnicy, którzy udali się do Ameryki Południowej z Petersburga i Moskwy, muszą podążać trasą położoną wzdłuż terytorium Ekwadoru, Peru i Brazylii, a 45 dnia powrócić do stolicy północnej. Jak wyjaśniono w Rosyjskim Towarzystwie Geograficznym, podróże nie mają z tym nic wspólnego, jest to przedsięwzięcie czysto komercyjne.

Pin
+1
Send
Share
Send

Obejrzyj wideo: KaeN feat. SK, DJ Kebs - Nie ma odwrotu (Luty 2020).