BRAZYLIA

2 tygodnie na południu Brazylii. Zgłoś. Trindage, Ilha Grande

Pin
+1
Send
Share
Send

  • Lista forumForum AMERICAForum BRAZYLIIBrazylia recenzje. Wakacje w Brazylii
  • Zmień rozmiar czcionki
  • Smartfeed
  • Blogi
  • Zasady
  • Instrukcje
  • FAQ
  • Galeria
  • Rejestracja
  • Zaloguj się

2 tygodnie na południu Brazylii. Zgłoś. Trindage, Ilha Grande

sergeyonas »07 listopada 2016 22:16

Na początek byliśmy w Ameryce Południowej od 5 miesięcy - rozpoczęła się nasza podróż do Peru, potem była Boliwia, Ekwador, Chile, Argentyna, a na koniec Brazylia. Dzisiaj będzie raport o Brazylii.

Byliśmy w Brazylii przez krótki czas - tylko około 2 tygodni w lutym. To był koniec naszej podróży, byliśmy już trochę zmęczeni i już chcieliśmy wrócić do domu. Nie chciałem jednak zbytnio spieszyć się z czasem, ale mimo to znaleźliśmy się w nowej, dziwacznej krainie, więc chcieliśmy spędzić te 2 tygodnie z korzyścią.

Początkowo nie mieliśmy specjalnych planów. Na początku zastanawiali się, czy wolontariusze powiesą się w ośrodku odosobnienia jogi, ale wszystkie miejsca na ten czas były zajęte.

Zacząłem czytać - dlaczego interesujące miejsca są w małym promieniu z Sao Paulo. A kiedy zobaczyłem zdjęcia, zmęczenie moralne całkowicie zniknęło!

Rzeczywista podróż wyglądała następująco:
São Paulo - Trindagi (4 dni w tych okolicach, spacery na pobliskich plażach, więcej poniżej) - transfer do Angra dos Reis - prom na wyspę Ilha Grande w miejscowości Villa do Abrao i 4 dni przemieszczania się po wyspie z plaży na plażę. Pierwotny plan połączenia z Rio de Janeiro został odrzucony, ponieważ postanowiliśmy spędzić więcej czasu na Ilya Grunge.

Teraz pierwsze rzeczy.

Nasz plan Lewa strzałka to plaże w pobliżu miejscowości Trindaji, prawa strzałka to wyspa Ilya Grandi

Zadzwoniliśmy do Brazylii od strony Argentyny - z wodospadów Iguazu. To miejsce jest niesamowite, warto je odwiedzić. Byliśmy ze strony argentyńskiej, istnieje również możliwość odwiedzenia ze strony brazylijskiej. Obie strony twierdzą, że Argentyńczyk jest ładniejszy.

Po wodospadach pojechałem autobusem do São Paulo. To miasto jest ogromne, ale ma swój urok, szczególnie jeśli mieszkasz w jego górnej części, w pobliżu parków i doskonałych platform widokowych.

Przebywając tu dwa dni, odpoczywając od długiej drogi od Valparaiso i zostawiając większość sprzętu wspinaczkowego, którego nie potrzebujemy tutaj z naszym couchsurferem Cezarem, ruszamy lekko w kierunku wioski Trindagi.

Bus Sao Paulo - Paraty - Trindaji.

Duża liczba autobusów jedzie do Parati (przez całą drogę do Rio), pozostawiając nie stanowi problemu. Dworzec autobusowy w Sao Paulo jest ogromny, jeden z największych w Ameryce Południowej. Istnieje wiele firm autobusowych, myślę, że nie powinno być żadnych problemów ze znalezieniem właściwego kierunku (nasz Cezar nam pomógł, więc nie martwiliśmy się o znalezienie odpowiedniej firmy transportowej). Kupiłem bilety, wymeldowałem się.
Autobusy są wygodne, ale jeżdżą powoli. Co 40 minut - postój na 20-30 minut, aby „zjeść” kierowców. W rezultacie przejechaliśmy 270 km przez około 5,5 godziny. Dotarliśmy nie do Paraty, ale do zakrętu do wioski Trindage.

Zwróć się do Trindaji. Trochę źle ze stopniem.

Tam szybko zatrzymaliśmy samochód aż do Trindaji.
I oto jesteśmy na plażach Trindaji. Miejsca tutaj są bardzo piękne - niezwykłe formy kamieni, zatok, lasów, rzek, małych wodospadów. Niesamowite miejsce!

Miejscem, w którym spędziliśmy kilka dni, była plaża Praia Cachadasso. Ogólnie rzecz biorąc, zabrania się rozstawiania namiotów, jak mówią tablice, ale ponieważ plaża nie jest bardzo zatłoczona, w lesie na wybrzeżu był zakątek, wciąż rozbijamy namiot i nikt nas nie wypędził, chociaż Lena bardzo się tym martwiła (nie lubi łamania prawa, nawet jeśli to nie było przestępstwem). Na końcu plaży, na początku lasu, w drodze do naturalnego basenu (o basenie poniżej) jest źródło.

W pobliżu znajduje się jedna z najpiękniejszych plaż na świecie, według Internetu, Praia de fora, z niezwykłymi ogromnymi kamieniami. Plaża jest naprawdę piękna, ale nie byłbym tak kategoryczny w ocenie.

20 minut spacerem od plaży, na której spędziliśmy noc, to ciekawe miejsce - Piscina natural do Cachadaacho - przetłumaczony naturalny basen. Jest to mała zatoka otoczona ze wszystkich stron kamiennymi blokami, nie ma fal, a głębokość basenu wynosi średnio 1,4 m. Rano jest cicho, nie ma ludzi i pływają ławice ryb. Piękne miejsce, bardzo ciche i wygodne.

A w drodze do basenu, w lesie, rośnie duża liczba drzew owocowych Jackfruit - jest to ogromne drzewo, coś podobnego do platana, z tymi samymi ogromnymi 5-10 kilogramowymi bombami na gałęziach - same jackfruity. Jeśli idziesz przez las i czujesz słodki, sfermentowany aromat, a pod twoimi stopami znajdują się jakieś dziwne czarne stosy z kośćmi, wiesz, że jesteś pod owocem jack. Ponieważ wcześniej nie próbowałem jack-owoców, ale naprawdę tego chciałem, postanowiłem znaleźć dojrzałe owoce. wziął bambusowy kij (z jakiegoś powodu tam był - najwyraźniej nie jestem pierwszy) i zaczął szturchać te ogromne żółte kolczaste kule. Dojrzałe spadają z umiarkowanej presji. Te, które nie chcą upaść i nawet się nie poddają, jeśli zaczną się kręcić, są zielone i pozbawione smaku (mieliśmy takie doświadczenie później).
Zrzuciłem go, co oznacza, że ​​jestem jedynym takim owocem, no cóż, z poważnym rykiem leciał w dół zbocza do wody. Poszedłem za nim, spodziewając się, że jego szczątki zostaną zmiażdżone, ale okazało się, że to twardy orzech i po wyciągnięciu go z wody zaniosłem łup do domu.

Jeśli chodzi o smak, dla tych, którzy go nigdy nie jedli. Wewnątrz znajdują się kości wielkości paliczki palca, kości są otoczone miąższem - właśnie to je. Nie przeczytałem żadnych instrukcji, doszedłem do tego przez osobiste doświadczenie. Do smaku coś między ananasem a marynowanymi brzoskwiniami można powiedzieć, że marynowany ananas w syropie jest bardzo słodki i satysfakcjonujący. Jedliśmy ten owoc przez kilka dni, jak jest ogromna, ale nie można jej jeść dużo na raz, jest bardzo pachnąca i słodka. Ale pyszne!

Istnieje również mała rzeka z wodospadem i kąpielami 20 minut od plaży, więc jest to bardzo wygodne miejsce - ocean, woda pitna, rzeka do chłodzenia i mycia - świetnie!

Po pobycie tutaj przez kilka dni poszliśmy dalej - w kierunku Praia do Sono i dalej do Praia de Ponta Negra.
Możesz się tam dostać, najpierw jadąc z Trindaji do wioski Laranjeras (mówią, że tam jeździ rzadki autobus 1040 z Paraty, ale nie dotarliśmy).

Z Trindaji poszliśmy na autostradę w kierunku Laranjeras i po przejściu pewnej odległości zatrzymaliśmy ludzi, którzy zawiozli nas do wioski.

Stamtąd pieszo - Praia do Sono - tutaj spędziliśmy noc - na skraju wioski, jeśli można to tak nazwać, w zakątku, obok rzeki niewidocznej z głównej plaży. Mówią, że znowu nie możesz spać, korzystać z kempingów. Ale nikt nas nie zawiózł. I Lena ponownie martwiła się, że trochę (lub dużo?) Ją niepokoiło.

Plaża Praia do Sono. Po lewej stronie plaży (na dole na zdjęciu) znajduje się zakątek, w którym rozbijamy namiot.

Następnej nocy - Praia do Antiguo
Plaża jest dzika i nikt nie kontroluje tutaj twoich namiotów. Wieczorem otoczyły nas setki świetlików, które wyglądały niesamowicie - cicha fala, brak komarów, świetliki świecą, ciepło i nikt.

Następnego ranka, po schowaniu plecaków w bambusowych zaroślach, kierujemy się w stronę Praia de Ponta Negra. Po drodze - wodospady, plaże, zatoki. Ostatnim punktem jest Praia de Ponta Negra. Co więcej, jest także piękna - sądząc po zdjęciach, ale nie wystarczyliśmy. Praia de Ponta Negra to niesamowicie piękna plaża, przytulna zatoka, zimny strumień wpływający do oceanu, palmy bananowe, awokado i inne nieznane niedojrzałe owoce, rybacy, łódki, budy. Miejsce z idealnym klimatem, które nie oferuje nic do roboty.

Po wystarczającym zakupie wracamy, zanurzamy się po drodze i ochładzamy w wodospadach. Ponownie nocleg w Praia do Antiguo.

Warto zauważyć, że lato (tj. Nasza zima, wszelkiego rodzaju styczeń, luty) to pora deszczowa i prawie każdego wieczora od 18:00 zaczyna padać, stopniowo (tj. Bardzo szybko) zamienia się w nierealne opady, z których nawet zaczyna nie stać namiot. Prysznic jest ciepły, a jeśli nie masz czasu zmyć soli oceanicznej, możesz bezpiecznie spłukać tę duszę.

Rano wychodzimy i wracamy. Kiedy docieramy do Laranjeras, czekamy na ten sam autobus do Paraty, około 30 minut, i wyjeżdżamy do Paraty, gdzie po zakupie jedzenia jedziemy do miasta Angra dos Reis, które jest punktem wyjścia do przeprawy na Wielką Wyspę (tj. e. Ilha Grande).

Kilka godzin autobusem, a tu jesteśmy w Angrze, promem. Każdego dnia jest wiele promów, bilety są odbierane na miejscu, harmonogram można znaleźć w Internecie. Istnieją dwa rodzaje promów - drogie i szybkie oraz tanie i wolne (pół godziny wolniej). Wybraliśmy drugą opcję, ponieważ to on wracał do zdrowia w ciągu 10 minut. Idzie do głównej wioski - Villa do Abrao.

Miejsce jest dość zatłoczone, pomimo niewielkich rozmiarów. Wszystkie pobliskie plaże również mają wiele osób. Wybraliśmy jedną piękną plażę kilometr na północ od miasta. Do wieczora wszyscy ludzie wchłaniają się w hotelach, a plaża pozostaje pusta. Rozbijamy namiot, zachód słońca, deszcz, noc, świt.

Rano spacerowałem po pobliskich plażach, podziwiałem kolory.

Lena pomyślała, że ​​przyjedziemy i będziemy warzywami i solonymi (to znaczy opalać się i pływać) w jednym miejscu, ale nie było go tam - było wiele pięknych miejsc i naprawdę nie chciałem spędzać czasu w jednym miejscu przez 4 dni.

Mimo to namawiam Lenę, by poszła („jest tam tak pięknie!”), I idziemy ścieżką T10, najpierw do Praia do Pouso, a potem na plażę Santo Antonio.

Plaża Praia do Pouso. Tutaj piasek jest jasnożółty i bardzo gruby jak cukier trzcinowy.

Wszystkie plaże są zupełnie inne, różnią się kolorem piasku, rozmiarem piasku i ogólnie otaczającymi krajobrazami. I tylko godzinę drogi od siebie!

Plaża Santo Antonio składa się z drobnego, absolutnie białego piasku, który zmienia kolor wody, dzięki czemu jest tak jasny, że już faluje w twoich oczach.

Noc spędzamy na Santo Antonio, zupełnie sam, z jasnym księżycem i ciepłym nocnym powietrzem. Wspaniale!

Rano wyruszamy w kierunku plaży Caxadaco. Na powyższej mapie nie ma takiej trasy (logika jest taka, jeśli chcesz iść „nieutwardzonymi ścieżkami” - wynająć od nas przewodnika, jak powiedział nam ktoś na wyspie). Ale w moich Maps.me jest szlak i nie po raz pierwszy widzimy las, wyjeżdżamy.

Szlak jest naprawdę bardzo zarośnięty, a jego utrata jest dość prosta, istnieje kilka miejsc, które są jak szlak, ale okazuje się, że to ślepy zaułek. W rezultacie dochodzimy do czegoś podobnego do ścieżki z wycięciami na drzewach i znakami w postaci szmat na gałęziach. Kilka razy były miejsca z śliskimi miejscami (smugi wody), w takich miejscach należy bardzo uważać, ponieważ kilka metrów i poślizgnięcie się jest dość proste.

Po pewnym czasie osiągamy nasz cel, Caxadaco Beach. Kilku facetów już tam stoi z namiotami, prosząc nas, żebyśmy nie świeciły zbyt wiele, ponieważ nadciągają strażnicy i odjeżdżają stąd turystów („wszyscy turyści są na kempingach!”). Jest świeża woda i wspaniałe miejsce do spania, przytulny port, są miejsca, w których można wskoczyć do wody z 3-4 metrów. W tym miejscu wspaniale jest spędzać kilka dni, nic nie robić, pływać, patrzeć na ocean, myśleć.

Ze względu na swoje piękno i oddalenie turystów przyjeżdżają na tę plażę łodzie motorowe, które zresztą bardzo często chcą je zobaczyć. To wciąż jest denerwujące, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, co powiedzieli nam faceci.

W końcu o godzinie 16 przybywa łódź z dwoma mężczyznami w kamuflażu. Cóż, to wszystko, rozumiesz, że „tee, Moskalik, przynajmniej przybył”.

Przychodzą do nas i w niezbyt uprzejmej formie oferują się stąd wydostać. Na pytanie - i gdzie po dwóch godzinach nocy i deszczu - odpowiadają w Abrao (15 km). Zapytany, dlaczego nie można tu stać w namiocie, jest tylko jeden argument, to nie wszystko, nie ma toalet.

Zrobiliśmy zdjęcia naszych paszportów, czekaliśmy, aż rozbijemy namiot i wypędziliśmy pozostałych.

Oczywiście nie poszliśmy już do Abrao, przeszliśmy trzysta metrów ścieżką, poszliśmy do lasu i rozbiliśmy namiot. Ale nastrój był wyraźnie zepsuty. To jedno, gdy nie wolno rozbijać namiotów na cywilnej plaży, można to jakoś zrozumieć, ale kiedy zabrania się tego w głębi lasu, to jest przesada.

Rano poczuliśmy się jak w horrorze o żywych trupach - niedaleko nas stado małp szalenie krzyczało strasznym basem, monotonnie i głośno. Wszystko, jak na tym filmie, ale wszystko w pakiecie, monotonnie, na wiele godzin. Wideo z Internetu, nie moje.

Słyszałem to już w Peru, więc nie było to szczególnie przerażające, ale jeśli nie wiesz, możesz zmienić kolor na szary, brzmi przerażająco.

Po wysłuchaniu porannych pieśni małp udaliśmy się do wioski Dois Rios. Piosenki towarzyszyły nam prawie do wioski. Wioska jest mała, jasne jest, że nie jest to miejscowość turystyczna, mieszkańcy po prostu żyją dla siebie, łowią ryby i to wszystko. Bardzo ciche i spokojne życie.

Widziałem coś czekającego na ludzi, zapytano, czy jest minibus, panowie czekają? Nie, mówią, że tak jest, lokalne tarantas, idźcie, gringo, nie jedziemy do Abrao.
Ok, myślę, ok. Jesteśmy już na drodze przez las w kierunku Abrao, a potem ten autobus przejeżdża. Nie chciał przestać. Myślimy, cóż, do diabła. Ale po 400 m wokół zakrętu widzimy, zatrzymany, zepsuty. Podchodzimy do kierowcy:
- Podwieź mnie, szefie, zapłacimy według stawki.
- Nie, mówi, nie nosimy gringo.
„Cóż, dlaczego więc nie weźmiemy tego, jedziesz do Abrao, nie ma już dróg!”
- Przepraszam kolego, nie mogę, wtedy postawią mnie na stosie za dostawę gringo, jeśli pójdziesz.

Niesamowite było widzieć taką dyskryminację!

No cóż, poszliśmy pieszo, zresztą nie było już daleko i wszystko było na dole. Po drodze spotkaliśmy małe małpy, bardzo podobne do manier, patrzyły na nas z zainteresowaniem, a nawet dotknęły naszych rąk.

Wróciliśmy do Abrao, zamieszkaliśmy na kempingu z prysznicem, kuchnią i Internetem, zjedliśmy lody, piliśmy kokosy, spacerowaliśmy po wiosce i rano wyruszyliśmy do Angry, a stamtąd do São Paulo.
Dzień później polecieliśmy do domu. I tak zakończyła się nasza podróż przez Amerykę Południową.

Wnioski i niektóre spostrzeżenia dotyczące Brazylii.
- Po wszystkich poprzednich krajach bardzo niezwykłe było słyszenie mowy nie hiszpańskiej, do której byłeś przyzwyczajony i zaczął mniej więcej rozumieć. Tutaj jesteście oszukani, okaleczeni, oszukani ze wszystkich stron, co jest niezwykłe. Słuchając hiszpańskiego przemówienia, chwytasz się go tak, jakbyś był swoim. Warto jednak zauważyć, że wszyscy całkowicie mnie rozumieli, kiedy mówiłem coś po hiszpańsku. Zrozumiałem pewne słowa (szczególnie dobrze napisane po portugalsku - istnieje wiele podobnych słów, choć brzmią inaczej).

- Bardzo uśmiechnięci ludzie, mamy wrażenie, że Brazylijczycy nie oszczędzają na emocjach i nie wahają się śmiać, uśmiechać, przytulać, całować w miejscach publicznych. Zwłaszcza w przeciwieństwie do tego działa, gdy lecisz do szarej, zimnej i przygnębionej Moskwy po słonecznej, zielonej i uśmiechniętej Brazylii, a twoja ciotka straży granicznej daje ci surowe spojrzenie, jakbyś prawdopodobnie był winien za coś, musi tylko dowiedzieć się, . I pyta, czy nosimy zabronione „mieszanki do palenia”. „A jeśli sprawdzę?” spowodował lekki uśmiech na naszej twarzy.

- W Brazylii, w przeciwieństwie do innych krajów Ameryki Łacińskiej, w których byliśmy bardzo tolerancyjni wobec nietradycyjnych ludzi. Wyrazem tego jest fakt, że w każdym autobusie, na ulicy, w metrze, na plaży, w sklepie z pewnością spotkasz dwóch brodatych mężczyzn w wieku 20-30 lat, którzy delikatnie gładzą się nawzajem i bardzo delikatnie, jak w filmie romantycznym, pocałujcie się. Poczucie, że gdzieś tam była awaria matrycy i „coś poszło nie tak”.

- Brazylia, w porównaniu z innymi krajami Ameryki Południowej, jest naprawdę drogim krajem. Wyrazem tego jest kosztowny transport, mieszkanie i jedzenie w kawiarniach. Jedzenie na rynkach i supermarketach jest droższe niż nasze, ale niewiele. Chociaż wszystkie owoce są lokalne, niesamowite jest zobaczyć mango w takiej cenie jak nasza.

- Ocean tutaj jest znacznie chłodniejszy niż na wybrzeżu Pacyfiku (Ekwador, Peru, Chile). Ta sama przyjemność z raju jest tutaj. To, co lubiłem w nich, to to, że morze przylega tutaj do gór (chociaż wyobrażałem sobie Brazylię jako płaską nizinę amazońską na całym terytorium), która bardzo ładnie się łączy i dodaje świeżości w postaci zimnych strumieni.

Oto raport. Jednym słowem, naprawdę lubiłem Brazylię i na pewno tu wrócę.

Blog podróżniczy | Trasy, porady, raporty
| Trasy, porady, raporty

Dzisiaj na wykład w Ekwadorze czekam na wszystkich w wegetariańskiej kawiarni Auroville! O 19:30, 7 minut od stacji metra Plac Vosstaniya.

Co wiesz o Ekwadorze? Kapitał bananowy? Uwierz mi, kraj ma coś, co może Cię zaskoczyć, a my mamy ci coś do powiedzenia!

I oczywiście porozmawiamy trochę o naszej trasie w PIC ⚑ Ekwador i Galapagos. Kolejna planeta w maju tego roku. Będą bonusy!
Pokaż pełne ...

Pamiętaj, że wybieranie numeru do grupy jest aktywne.
Koszt podróży: 1400 $
Czy to nie pierwszy raz, kiedy przyjeżdżasz z nami? Następnie 1360 USD
Zarejestruj się: vk.cc/9QD43o

Nadal masz pytania? Marina Peak chętnie je odbierze, napisze lub zadzwoni pod numer +7 (995) 596-53-91

Blog podróżniczy | Trasy, porady, raporty
Blog podróżniczy | Trasy, porady, raporty
Blog podróżniczy | Trasy, porady, raporty

Nasza recenzja i historia 4-dniowej wędrówki szlakiem Inków El Choro Trail w Boliwii.

Blog podróżniczy | Trasy, porady, raporty

Śledzenie szlaku Inków El Choro w Boliwii. Przydatne informacje o trasie są krótkie. Gdy dowiedzieliśmy się o szlaku, jak się na niego przygotowaliśmy, trudno było przejść, a także informacje o transporcie na trasę.

Słynny szlak Inków do Machu Picchu jest jedną z 5 najlepszych tras turystycznych na świecie i jest liderem pod względem obecności w Ameryce Łacińskiej (wraz z Machu Picchu). Ale w Boliwii istnieje analog Peruwiański Szlak Inków z nie mniej spektakularnymi podjazdami i widokami - tor El Choro. Szlak Inków w Boliwii ma wiele zalet:

- Nie zatłoczone (całkiem sporo ludzi w Peru),
- Możesz przejść prawie za darmo i bez lokalnych przewodników (szlak Inków do Peru kosztuje ponad 500 USD, w tym bilet na Machu Picchu)
- Nie ma ograniczeń co do liczby osób przebywających na szlaku (szlak Inków do Machu Picchu ma ścisły limit roczny i dzienny).

Blog podróżniczy | Trasy, porady, raporty

Przez 23 dni ukończył dużą niestandardową trasę podróży samochodem we Włoszech i Francji. Czy 11 dni!

Wyjście:
- Prawie 65 arkuszy w Dokumentach Google,
- 32 karty w Moich mapach Google,
Pokaż pełne ...
- 12 parków narodowych i rezerwatów, głównie we Francji,
- Winiarnie, farmy ostryg, „polowanie” na białe trufle,
- Śledzenie nierealistycznie pięknych miejsc, w tym gór i morza,
- 8 głównych miast, dziesiątki małych i setki wiosek.

A co najważniejsze niezapomniane wakacje. Naprawdę mam taką nadzieję. Czekam na informację zwrotną od klienta, opublikuję ją, gdy się pojawi. W międzyczasie kilka zdjęć.

„Podziękowania dla Eugene za fachowo skomponowany program podróży!
Mogliśmy zobaczyć najbardziej ukryte miejsca we Włoszech i Francji, cieszyć się pięknymi widokami na drodze i świetnie się bawić!
Eugene pomógł na trasie, wziął pod uwagę wszystkie życzenia - bez tego nie moglibyśmy tyle zobaczyć i odwiedzić podczas naszej podróży. Reszta była jasna i intensywna, dzięki jeszcze raz!)

Blog podróżniczy | Trasy, porady, raporty

Recenzja trzydniowej wizyty na słonym bagnie Salar de Uyuni i płaskowyżu Altiplano w Boliwii. Opis wycieczki według dni ze zdjęciem.

Blog podróżniczy | Trasy, porady, raporty

Solonchak Salar de Uyuni w Boliwii - opis, wycieczki, najbardziej przydatne dla podróżników. Ogólne przydatne informacje na temat solnych mieszkań Salar de Uyuni i Altiplano w Boliwii. Ile kosztują wycieczki, które wybrać. Jak i dlaczego się przygotować.

Blog podróżniczy | Trasy, porady, raporty
Jewgienij Kuriłow

Wszyscy kupujemy bilety lotnicze przynajmniej raz w roku. I często zaczynamy nasz zakup za pośrednictwem wyszukiwarki biletów Aviasales. Co tydzień mogą teraz wygrać bilet.

Musisz się tylko zarejestrować na https://boomerang.aviasales.ru/?marker=77924, zalogować się za pośrednictwem dowolnej z sieci społecznościowych, zostawić pocztę i kupić bilet w sprzedaży lotniczej. Istnieje możliwość zwrotu ceny biletu lub otrzymania nowej.

Pin
+1
Send
Share
Send

Obejrzyj wideo: Snajper odstrzelił głowę bojownika ISIS, gdy ten uczył dżihadystów jak ścinać głowy (Marzec 2020).