CHILE

Jesteśmy w stanie wojny

Pin
+1
Send
Share
Send

Nie ustają protesty w Chile, sprowokowane na początku października przez plany przywódców kraju, by zwiększyć koszty podróży metrem. Co więcej, jest coraz więcej ofiar zamieszek. Wydaje się, że władze kraju są gotowe na kompromis z protestującymi, ale pozostaje pytanie - czy ewentualne ustępstwa zadowolą tych, którzy od dwóch tygodni wychodzą na ulice chilijskich miast.

Jaki jest powód protestów

Masowe demonstracje w Chile rozpoczęły się 6 października, gdy dowiedział się o planach rządu podniesienia taryfy o 30 pesos (około 2,7 rubla). Wcześniej cena wycieczki wynosiła 800 pesos (około 72 rubli). Ciekawe, że pomimo znacznego poziomu inflacji wśród krajów Ameryki Łacińskiej Chile jest dalekie od ostatnich wskaźników ekonomicznych. Płaca minimalna w państwie wynosi 288 tysięcy pesos (prawie 26 tysięcy rubli). Eksperci są zgodni, że bardzo niewielki wzrost kosztów podróży metrem był tylko formalnym powodem, który był motorem wyrażania długoletnich roszczeń ludności wobec władz tego kraju związanych z korupcją i rozwarstwieniem mienia w społeczeństwie. Obecny prezydent Sebastian Pignera, choć wygrał wybory w 2017 r., Nie może pochwalić się wysokim poziomem zaufania: w pierwszej rundzie zdobył mniej niż 37% głosów, w drugiej udało mu się pozyskać poparcie 54% wyborców. Głowa państwa jest ciągle krytykowana przez przeciwników politycznych i zwykłych obywateli - przede wszystkim w związku z jego wielomilionową fortuną.

Oczywiste jest również, że inne - regionalne - procesy odegrały znaczącą rolę. W szczególności w chilijskim segmencie Internetu uważnie śledzą ruchy protestacyjne w Wenezueli i Ekwadorze, a sądząc po komentarzach, w większości są dla nich sympatyczni. Jednocześnie same władze chilijskie na początku roku deklaratywnie poparły wenezuelskie protesty antyrządowe.

Dyktatura prezydenta Wenezueli Maduro to kwestia dni. Mieszkańcy Wenezueli utorowali drogę wolności i demokracji z odwagą i radością. Teraz musi przenieść się do wolnego, dostatniego kraju żyjącego w pokoju. Wszyscy demokraci na świecie dzielą tę radość, - napisał Pinier w tym czasie w swoim mikroblogu.

Jak władze chilijskie tłumią przemówienia

Protesty, które początkowo były względnie pokojowe, wybuchły z nową energią 18 października, a demonstranci przystąpili do otwartych starć z siłami prawa i porządku. Nie bez aktów wandalizmu. Na przykład w stolicy kraju, mieście Santiago, siedziba włoskiej firmy energetycznej Enel została podpalona.

Więcej nagrań z budynku #ENEL, symbolu Santiago, pogrążonego w płomieniach. Według źródeł wiadomości protestujący podpalają również bramki opłat drogowych na autostradach w całym mieście. Cała #EvasionMasiva zamienia się w pełne oburzenia. pic.twitter.com/RFOmVjSTIw

Później sytuacja nasiliła się jeszcze bardziej. Protestujący podpalili kilka pociągów w metrze, policja odnotowała masowe przypadki grabieży. Zatrzymano prawie 200 demonstrantów, niektórzy z nich zostali już oskarżeni o organizowanie zamieszek. Starcia z policją zraniły dziesiątki demonstrantów i ponad 50 funkcjonariuszy organów ścigania.

Dziś w Chile płoną kolejne pociągi metra, w filmie nie widać policji ani strażaków. Dziwne, @BorisvanderSpek donosi, że prezydent kraju „ogłosił, że nie podniesie cen metra, jeśli gwałtowne protesty ustaną”.
pic.twitter.com/cqNxK7aPZX

Na tym tle postanowiono wysłać wojska do stolicy Chile, co tylko rozgniewało demonstrantów. 19 października Pinhera ogłosiła stan wyjątkowy w tym kraju. Ma trwać co najmniej do początku listopada. W wielu miastach, w tym w stolicy, wprowadzono godzinę policyjną. 20 października dowiedział się o śmierci trzech osób w pożarze w supermarkecie w stolicy, ograbionych podczas zamieszek.

Dwóch spłonęło żywcem, trzeci został przewieziony do szpitala w poważnym stanie, ale później zmarł- powiedział burmistrz Santiago Carla Rubilar.

Czy możliwy jest kompromis?

Pomimo ostrych działań zarówno protestujących, jak i władz, chilijskie kierownictwo nadal próbuje wykazać gotowość do dialogu. Wzrost opłat za metro został tymczasowo zamrożony, a rząd powiedział, że decyzję o zmianie taryf można całkowicie ponownie rozważyć.

Z jednej strony taki rozwój wydarzeń daje nadzieję na deeskalację. Z drugiej strony analitycy twierdzą, że protestujący pośród ustępstw władz dotyczących podróży metrem mogą pójść dalej i przedstawić nowe żądania rządowi. Sytuację komplikuje fakt, że popularne przedstawienia są spontaniczne. Wobec braku nawet formalnych liderów ruchu protestacyjnego władze faktycznie nie mają z kim negocjować koncesji.

Najciekawsze jest na naszym kanale Yandex.Zen

Protesty rozpoczęły się z powodu droższych podróży ...

Protesty, które przerodziły się w zamieszki i starcia z policją, rozpoczęły się w Santiago 14 października, gdy średnia cena metra wzrosła o 30 pesos (0,04 $) do maksymalnie 850 pesos (1,2 $). Uczestnicy zamieszek uszkodzili kilka stacji metra i spalili co najmniej dziesięć autobusów. Z powodu protestów metro musiało zostać zamknięte. Szkody w infrastrukturze i pociągach szacuje się na 300 milionów dolarów, z powodu działań wandali około 40% wszystkich stacji będzie musiało zostać przywróconych.

Zamieszki zabiły co najmniej 13 osób. W ciągu zaledwie jednego dnia protestów zatrzymano ponad 1400 osób. Z powodu niepokojów władze Santiago odwołały zajęcia szkolne.

Ambasada Rosyjska w Chile nie ma danych o Rosjanach rannych podczas zamieszek. Niemniej rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wezwało rosyjskich obywateli przebywających w Santiago i innych miastach Chile do zachowania ostrożności.

... ale przyczyny niezadowolenia chilijczyków są znacznie głębsze

Kryzys wywołany został protestami dotyczącymi wzrostu opłat za transport publiczny, ale odzwierciedla rosnące niezadowolenie chilijczyków z silną nierównością ekonomiczną, a także z kosztowną opieką zdrowotną, edukacją i systemami emerytalnymi, donosi Reuters.

BBC wskazuje, że pomimo rosnących wynagrodzeń i spadających poziomów ubóstwa, Chile pozostaje krajem o największej nierówności wśród 30 najbogatszych krajów na świecie według Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Dlatego większość obywateli tego kraju uważa, że ​​owoce wzrostu gospodarczego są niesprawiedliwie dystrybuowane, pisze Financial Times.

Po raz pierwszy od czasu Pinocheta w Chile wprowadzono stan wyjątkowy

19 października chilijski prezydent Sebastian Pinera wprowadził stan wyjątkowy w stolicy, prowincji Concepcion i regionie Valparaiso. 20 października stan wyjątkowy został rozszerzony na trzy kolejne miasta i okoliczne gminy - La Serena, Coquimbo i Rankagua. Następnego dnia dodano do nich miasta Antofagasta i Valdivia. W gminach wyznaczono w regionie oficerów obrony narodowej, którzy mogliby przyciągnąć wojsko do utrzymania porządku.

Stan wyjątkowy wynosi 15 dni. W razie potrzeby można go przedłużyć. Po raz pierwszy od upadku reżimu Augusto Pinocheta w 1990 r. Sprowadzono wojsko i pojazdy opancerzone.

W stolicy ogłoszono godzinę policyjną od 22:00 (04:00 czasu moskiewskiego) 19 października do 07:00 (13:00 czasu moskiewskiego) 20 października. Pomimo zakazu przebywania na ulicy, w mieście odnotowano kilka przypadków grabieży. W jednym z supermarketów wybuchł pożar, w wyniku którego zginęły trzy osoby.

Prezydent porównał to, co dzieje się z wojną

„Jesteśmy w stanie wojny. Mamy potężnego, bezlitosnego wroga, dla którego nie ma nic świętego, gotowego do użycia przemocy bez wyznaczania granic, nawet jeśli chodzi o ludzkie życie” - powiedziała głowa państwa w oświadczeniu nadawanym na antenie Channel 24 Oras.

„Jesteśmy świadomi, że mają pewien stopień organizacji i koordynacji, co jest typowe dla grup przestępczych”, powiedział Pinhera. Wezwał także „wszystkie siły polityczne do potępienia incydentów przemocy” i skrytykował tych, którzy jeszcze nie wypowiedzieli się wyraźnie przeciwko zamieszkom.

Posłowie wycofali się

21 października chilijska izba deputowanych zatwierdziła projekt ustawy zezwalający organowi wykonawczemu na anulowanie podwyżek opłat za metro. Następnego dnia Senat poparł dokument. Teraz Ministerstwo Transportu i Telekomunikacji wraz z Ministerstwem Finansów będzie musiało opracować odpowiednią najwyższą ustawę, znajdując „zasoby w celu utrzymania równowagi systemu finansowego i zrekompensowania rzeczywistych kosztów taryfy”. Środek ten w tym roku będzie kosztował budżet kraju około 4,8 mln USD.

Prezydent przyjął również bardziej ugodowy ton, deklarując gotowość spotkania się z liderami opozycji w celu zawarcia „nowej umowy społecznej” w celu zmniejszenia nierówności.

Pin
+1
Send
Share
Send

Obejrzyj wideo: Jesteśmy w stanie WOJNY, a BRONIĄ jest ŻYWNOŚĆ i WODA. Dziś tę wojnę przegrywamy! (Kwiecień 2020).